
Ok, nie jest to temat dotyczący "płyt już wydanych" per se, niemniej jednak - Ghost of a Smile i Getting Smile wydano. W tym temacie chodzi mi bardziej o to jak oceniacie sam Smile, a także ich twórczość. Czy Waszym zdaniem w tym zespole już tkwił potencjał, czy dopiero Freddie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, odmienił Briana i Rogera.
Osobiście sądzę, że Smile miał zadatki na bycie dobrym zespołem, mógł odnieść sukces lub chociaż podpisać kontrakt płytowy, zabrakło jednak szczęścia. Wsłuchajcie się w utwory, które panowie napisali - Earth, Polar Bear czy nawet Blag. Tam są już zaczątki "tych" harmonii, tak wokalnych, jak i gitarowych, tam już są ciekawe aranżacje, zmiany tempa, etc. etc. Ba, posłuchajcie Doin' Alright w wersji Smile i w wersji Queen... Strukturalnie niewiele się tam zmieniło, ot Kłiny dodali trochę więcej powera. Plus Freddie ewidentnie śpiewa a'la Tim (choć sam Staffell twierdzi, że swój wokal mógł zapożyczyć od Mercury'ego).
Osobiście mam wielką słabość do Earth i April Lady. Gdyby dobrze wyprodukować Smile, to byłby to naprawdę solidny zespół. Oczywiście nie na miarę tego co stworzył Queen, ale na pewno Tim Brian i Roger tworzyliby rzeczy charakterystyczne. Co ciekawe, ostatnimi czasy pod YouTube'owymi filmikami z aMIGO (solowy album Tima z 2003 r.), na którym pojawiły się ponowne podejścia do Doin' Alright (zupełnie nie rockowe, ale jakże optymistyczne) i Earth - oba z udziałem Briana - widnieją wpisy "there should be a Smile reunion tour".
Czekam na Wasze opinie, sam z czystym sumieniem daję ":)".
Dla ułatwienia podaję linki z utworami Smile:
i jeszcze wersje z aMIGO:








