Strona 2 z 2

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 14 sie 2015, o 09:18
przez Anunaki

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 14 sie 2015, o 11:53
przez mumin_king
Jakoś brakuje mi w tym polotu, oczywiście nie zasypuje dla nich gruszek w popiele, ale porwać to mnie nie porwali tym kawałkiem.

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 14 sie 2015, o 11:59
przez shamar
Wymuszone, na siłę, bez polotu itd. Nie ma w tym już żadnej magii. Produkt seryjny.

Ale nie będę narzekał na pierwszego singla bo identyczne odczucia miałem przy kaszanie pt. "Wildest Dreams" a po nim wyszedł... "Rainmaker". Do dziś nie wiem, co stało za tym, żeby to właśnie ten drugi nie był pierwszym singlem.

Ale teledysk - dobry - podobnie jak przy "Wildest..."

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 14 sie 2015, o 14:00
przez Maciej
Nie jest to wielkie dzieło, ale i tak słuchało mi się tego lepiej niż singla z ostatniej płyty.

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 14 sie 2015, o 14:13
przez mumin_king
Mnie tam się bardziej piosenki z Final Frontier podobały, może dlatego, że były przystępne a ja nie jestem jakimś tam wyszukanym słuchaczem.

Choć nie powiem, podobne miałem odczucia co do wychodzącego albumu jak dali El Dorado.

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 31 sie 2015, o 16:32
przez Maciej
Recenzja The Book of Souls z nowego Teraz Rocka.

Najdłuższy w karierze Iron Maiden album studyjny (92 minuty muzyki, 2 CD) zawiera prawie wyłącznie rozbudowane, progresywne kompozycje (wyobraźcie sobie Piece Of Mind z niemal tylko utworami o strukturze To Tame A Land – a tu odlecieli jeszcze bardziej!). Jak dla mnie trochę szkoda, że zespół rezygnuje z prostszych, bardziej piosen­kowych, chwytliwych strzałów. Ale od razu zaznaczę: The Book Of Souls, w przeciwieństwie do The Final Frontier, cały czas intryguje. Zaczyna się i kończy utworami skomponowanymi samodzielnie przez Bruce’a Dickinsona, If Eternity Should Fail i Empire Of The Clouds, i właśnie one są najbardziej progresywne, zaskakujące. W tym pierwszym na początku słyszymy gitarę akustyczną i głos Bruce’a – czysty, mocny, podniosły. Z czasem pojawia się typowy dla tego zespołu rytm – jest to taka, można powiedzieć, spokojna galopada. Ale cieszy, tym bardziej że brzmienie o wiele bardziej dostojne niż na poprzednim studyjnym albumie. I nagle koniec. A raczej: koda, z nawie­dzoną, przetworzoną efektami recytacją. Na wysokości słów wieczność jest dla mnie niczym, tylko chwilą, przechodzi zimny dreszcz. Na The Book Of Souls zespół bowiem nawiązał do wierzeń Majów, ich wyobrażeń na temat tego, co dzieje się z ludzką duszą po śmierci (zaraz po sesji nagraniowej okazało się, iż Dickinson ma poważne problemy zdrowotne – tym bardziej brzmi to niepokojąco). We wspomnianym Empire Of The Clouds wokalista gra na fortepianie. Szok? Po chwili dochodzą jeszcze brzmienia... smyczkowe! A następnie motyw ładnie się rozwija, przy czym w tej 18-minutowej kom­pozycji są gitarowe unisona jak z płyt Wishbone Ash, a nawet zagrywki w stylu Yes. Bardzo podoba mi się fragment z licz­nymi perkusyjnymi przejściami Nicko McBraina. I finał, znów orkiestrowo-fortepianowy. Piękne zwieńczenie albumu.

A co pomiędzy? Speed Of Light, autorstwa Adriana Smitha i Dickinsona, oferuje riff niezbyt w stronę Maidenowego heavy, taki bardziej chropowaty. Numer z ładnym solówkowa­niem, przeciętny melodycz­nie. Z The Great Unknown (autorstwa Smitha i Steve’a Harrisa) najbardziej pamięta się gitarowe unisono. A z The Red And The Black, samodzielnej kompozycji lidera, hiszpańsko brzmiący wstęp i zakończenie. Są tu też partie klawiszy i liczne solówki, ale niepotrzebnie rzecz trwa aż 13 minut, no i niestety pojawia się wokaliza (w rodzaju tych z Heaven Can Wait, The Clansman czy The Wicker Man), tym razem do bólu banalna, nie pasująca do dostojeństwa i podniosłego charakteru całego materiału. Na tym jednak kończą się moje żale. When The River Runs Deep Smitha i Harrisa to numer trochę w stylu The Mercena­ry, mający wszakże bardziej skomplikowaną strukturę. A The Book Of Souls, autorstwa lidera i Janicka Gersa, wybornie kończy pierwszą płytę zestawu za sprawą przestrzeni, klimatu, pięknych gitarowych orna­mentów i natchnionej partii wokalnej. W Death Or Glory (duetu Smith-Dickinson) jest większa dawka przebojowości (wreszcie! – bo refrenów do pośpiewania generalnie na The Book Of Souls jest trochę za mało). Shadows Of The Valley Gersa i Harrisa to galopada i piękne tasowanie solówek – miejsca dużo, nie szczędzili ich sobie. Tears Of A Clown (znów autorstwa duetu Smith-Harris) trwający 4 minuty 59 sekund, najkrótszy w zestawie, oferuje wyrazisty zadzior riffowy. A The Man Of Sorrows – wspólne dzieło Dave’a Murraya i Harrisa (nie mające nic wspólnego z utworem Man Of Sorrows Bruce’a Dickinsona z albumu Accident Of Birth) to rzecz bal­ladowa, spokojna, z uroczym dopalaczem klawiszowym jak z art rocka i momentami, których nie powstydziłby się... późny Pink Floyd.

Poziom studyjnych albumów sześcioosobowego Iron Maiden faluje prawie jak sinusoida. Po The Final Frontier zespołowi potrzebne było tak mocne wydawnictwo, jak The Book Of Souls.

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 31 sie 2015, o 21:22
przez shamar
Po 4 przesłuchaniach na głośnikach i słuchawkach: niestety, kolejna nieudana płyta. Mogłaby być udana, w jakimś stopniu bo kilka utworów miało potencjał, który zabito... bezsensowną długością, wymęczonym przekombinowaniem.

Przykładowo - Empire of the Clouds mogło być perełką, gdyby trwało z 10, 12 minut maksymalnie. LICZĘ, że wyjdzie to na singlu, w bardzo skróconej wersji bo inaczej będzie zbrodnia, bez kary...

Re: Iron Maiden

PostNapisane: 6 wrz 2015, o 00:41
przez Anunaki
I jak tam wrażenia panowie po odsłuchu?

Ja jestem jednak lekko niedzielnym fanem, ale wszystkie płyty znam i przesłuchałem je minimum 1 raz. W każdym razie do rzeczy. Jak na razie przesłuchałem The Book Of Souls 3 razy. Za pierwszym razem uznałem, że znów to samo i tu za długo, tam za dużo powtórzeń itd. Jednak kilka fragmentów kazało mi wrócić do albumu i nie żałuję. Po 3 odsłuchach nowy album jest wg mnie najlepszym od czasów Brave New World. Dobra, czasem są dłużyzny, ale płyta wciąga. Szczególnie 1 cd. If Eternity Should Fail ze standardowym początkiem na uśpienie słuchacza potem naprawdę świetnie jedzie, Speed Of Sound weszło mi masakrycznie w głowę i dziś jadąc rowerem 30 km cały czas nuciłem sobie refren, The Great Unknown ma genialne riff, a reszta utworów z 1szego cd również trzyma poziom i takie The Red and The Black o dziwo mnie nie nuży :P. CD 2 zaczyna się jednak ciut słabiej i chętnie bym wywalił Death and Glory. Shadows Of The Valley zaczyna się prawie jak autoplagiat z Wasted Years :P, później 3 stracone minuty, ale końcówka jest bardzo na plus. Tears Of a Clown i The man Of Sorrow są naprawdę interesujące i ja to kupuję. Nie ukrywam, że najbardziej bałem się Empire Of The Clouds, bo trwa 18 min, a przecież Ironi nigdy tak długich rzeczy nie nagrywali, a tu panowie mnie naprawdę zaskoczyli. Piękny utwór, wpadający w ucho początek, później kapitalny riff, trochę gorzej robi się w okresie 7:30-10:30, ale potem jest znów pięknie i od 16:50 do końca piękna klamra. Ja to kupuję. Zaznaczam, że żaden ze mnie die hard fan Ironów, ba uwielbiam tylko 1 ich płytę, a więc Somewhere In Time, ale The Book Of Souls po kilku odsłuchach naprawdę do mnie trafiło. Brawo dla starszych panów i na bank pojawię się na ich koncercie w PL w 2016, a to niemal pewnik, że takowy się odbędzie.