



ziutek napisał(a):Steve Hackett = najbardziej niedoceniany gitarzysta ever?

whoatemydinner napisał(a):3. ...And Then There Were Three...



MariuszGr napisał(a):Jako wielki fan Genesis do 1977 roku, do Second’s Out, nie mogę przeboleć, że Hackett tak szybko poszedł w ślady Gabriela. Bez jego kompozycji, bez jego gitar grupa straciła bardzo, bardzo wiele. Los sprawił, że osiągnęła ogromny sukces komercyjny, ale z wielką muzyką nie miało to już nic wspólnego.



Kriejtiw napisał(a):@obiad
Mój największy problem z tą płytą jest taki, że ten album to ani prog, ani pop. Bo przecież te kawałki wcale nie są krótkie, a część z nich wydaje mi się totalnie przekombinowana. Czy takie Burning Rope naprawdę musi trwać siedem minut? Toż to głównie onanizmy Banksa, który zawsze dla mnie lepiej sprawdzał stojąc niejako "z boku" utworów, a nie jako solista a'la Emerson czy inny Wakeman. The Lady Lies zresztą to samo, no, tu dochodzi jeszcze okropny wstęp, jeszcze lepiej.


Rysiu napisał(a):Ciekawostką jest to, iż po odejściu Hacketta zespół nagrał wiele utworów praktycznie bez gitary (!) albo też ze śladowym jedynie udziałem tego instrumentu - tutaj przykładem może być "Deep in the Motherlode". Rock bez gitary? Widocznie się da.






Kriejtiw napisał(a):Rysiu napisał(a):Ciekawostką jest to, iż po odejściu Hacketta zespół nagrał wiele utworów praktycznie bez gitary (!) albo też ze śladowym jedynie udziałem tego instrumentu - tutaj przykładem może być "Deep in the Motherlode". Rock bez gitary? Widocznie się da.
[ Obrazek ]
[ Obrazek ]

Rysiu napisał(a):Kriejtiw napisał(a):@obiad
Mój największy problem z tą płytą jest taki, że ten album to ani prog, ani pop. Bo przecież te kawałki wcale nie są krótkie, a część z nich wydaje mi się totalnie przekombinowana. Czy takie Burning Rope naprawdę musi trwać siedem minut? Toż to głównie onanizmy Banksa, który zawsze dla mnie lepiej sprawdzał stojąc niejako "z boku" utworów, a nie jako solista a'la Emerson czy inny Wakeman. The Lady Lies zresztą to samo, no, tu dochodzi jeszcze okropny wstęp, jeszcze lepiej.
Wstęp do Lady Lies kojarzy mi się jak żywo z jakimś weselnym disco-polo, chociaż nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie z którym utworem (słuchaczem Disco Polo jestem tylko okazjonalnym).

Z całą krytyką nt. ...And Then There Were Three... się raczej zgodzę (oprócz tego o Snowbound. To jest PIĘKNE, nie serowe! ;_;). Oczywiście jak na złość mi się wciąż tego genialnie słucha i dalej uważam, że nie ma tam jakiejś strasznej porażki.

Kriejtiw napisał(a):Z całą krytyką nt. ...And Then There Were Three... się raczej zgodzę (oprócz tego o Snowbound. To jest PIĘKNE, nie serowe! ;_;). Oczywiście jak na złość mi się wciąż tego genialnie słucha i dalej uważam, że nie ma tam jakiejś strasznej porażki.
A co ja napisałem? Przecie właściwie to samo, panie szanowny. Ten piszczący Phil jest śmieszny, a to wyciszone, jadące w dół outro - zbędne. Ale mnie również coś bierze w tej piosence. Chyba ten tekst, który może wirtuozerski nie jest, lecz mnie chwyta.
Hey there goes the Snowman
Hey there what a Snowman
Hey there lies a Snowman
Hey there was a Snowman
They say a snow year's a good year
Filled with the love of all who lie so deep






Xavi napisał(a):Dla mnie Peter zniszczył Collinsa w jego własnej grze zwanej pop-artem.


kariera solowa to niestety Collins > Gabriel

Xavi napisał(a):kariera solowa to niestety Collins > Gabriel
no to już gruba przesada, choć niejaki ziutek sie z Tobą zgodziAle pozostałość osób na tym forum już raczej nie.


Dla mnie Peter zniszczył Collinsa w jego własnej grze zwanej pop-artem
Rysiu napisał(a):A co do argumentu, że w latach 80-tych prog-rock nie znalazłby szerokiego odzewu... no cóż, podobne argumenty przytacza się przy okazji zmiany stylu Queen - powiem tak: gwiazdy wielkiego formatu są nie po to, aby podążać za trendami - ale aby je kreować.

Kriejtiw napisał(a):Rysiu napisał(a):A co do argumentu, że w latach 80-tych prog-rock nie znalazłby szerokiego odzewu... no cóż, podobne argumenty przytacza się przy okazji zmiany stylu Queen - powiem tak: gwiazdy wielkiego formatu są nie po to, aby podążać za trendami - ale aby je kreować.
Uważasz, że Peter Gabriel nie kreował nowych stylów w muzyce, gdy grał już solo? Przecież gość jest chyba największym popularyzatorem world-music, jakiego można sobie wyobrazić (WOMAD!). Jasne, przestał być minstrelem, a zaczął... eksperymentować.
I jedna rzecz: nagrywanie piętnastominutowych suit przez całą karierę to nie jest dla mnie prog-rock. To jest powtarzanie siebie, które nie ma nic wspólnego z tym, jak rozumiem prog w muzyce. Progres=postęp. Gabriel jest dla mnie właśnie bardziej progresywny przez to, że się zmieniał, ewoluował, dostosowywał się do czasów, a przy tym pozostając sobą.
To się pośrednio odnosi też do Genesis post-Peter. Chciałbyś słuchać kolejnego Nursery Cryme w 1986, które brzmi toczka w toczkę jak oryginał, nagrany piętnaście lat wcześniej? Ja nie. Nie pragnę już kolejnego oglądania procesu sprzedawania Anglii funt po funcie. Nie od Garbiela. Nie w latach dziewięćdziesiątych. Mimo tego, że album z 1972 to jest geniusz. Ten okres w jego karierze uważam za dawno zakończony i nigdy nie chciałem, by do niego wracał.
Odrzucający glamowe cekiny David Bowie też przestaje być Twórcą, a staje się marionetką? Alice Cooper, który gra wodewil, a potem tworzy pokićkane koncepty, też poddał się trendom i przestaje być artystą przez duże C...?
I co to jest "wydzieranie się bez głębszego sensu"? Gdzie? Kiedy?
Może tak: jak według ciebie powinien grać Gabriel, żeby nie zasłużył sobie na miano niewykorzystanego potencjału?



Xavi napisał(a):No po prostu Rysiu nie lubi takiej muzyki nie ważne jak by była dobra no i tyle.



[/quote]Rysiu napisał(a):Może tak: jak według ciebie powinien grać Gabriel, żeby nie zasłużył sobie na miano niewykorzystanego potencjału?
Tak, jak z Genesis. Tak, jak na pierwszym solowym albumie. Mógłby też np. zająć zwakatowane miejsce w Marillion po Fishu. Ale wolał śpiewać "Don't Give Up". Nie twierdzę, że jest to muzyka zła. Twierdzę jedynie, że takiej muzyki nie lubię - a Gabriel przecież miał talent do tworzenia takiej muzyki, jaką lubię. Którego nie wykorzystał.


Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość