Mike Oldfield

czyli nie samym Queen człowiek żyje...

Mike Oldfield

Postprzez whoatemydinner » 9 wrz 2013, o 21:24

TEN TEMAT MUSIAŁ NADEJŚĆ.

Czas na mego ulubieńca.

W czasach, kiedy rządził rock progresywny, zdominowany przez zespoły z wirtuozerskimi składami i zaawansowanymi umiejętnościami kompozytorsko-improwizacyjnymi, w Wielkiej Brytanii zwyczajny, zamknięty w sobie nastolatek nagrywał na magnetofonie demo swojej długiej kompozycji. Kilka miesięcy później, z pomocą Richarda Bransona, wszedł do studia i nagrał swoją kompozycję, zajmując się partiami większości instrumentów. Z dnia na dzień ten młody facet stał się jedną z "twarzy" rocka progresywnego, a jego debiut, Tubular Bells, jest rozpoznawalną ikoną lat 70. do dziś. Proszę państwo, Mike Oldfield.

Obrazek

Tubular Bells jest albumem, który w świecie fachowym raczej rozprzestrzenił na dobre technikę nagrywania multi-tracków i dogrywek kosztem zatrudniania muzyków sesyjnych do sesji "live" (choć oczywiście ta wciąż pozostaje popularna). Motyw główny z części pierwszej był także oczywiście wykorzystany w Egzorcyście. Potem Oldfield w latach 80. stał się znany jako całkiem płodny twórca hitów, takimi piosenkami jak Moonlight Shadow, Five Miles Out, In High Places czy To France. W latach 90. i na początku XXI wieku całkiem wskoczył na wagon New Age i odszedł w ogromnym stopniu od miejsca, w którym zaczynał, raczej koncentrując się na programowaniu syntezatorów. W 2008 roku płytą Music of the Spheres wszedł w świat muzyki poważnej, a w 2012 roku na rozpoczęciu olimpiady w Londynie powrócił w świadomość publiczną po wykonaniu wiązanki Tubular Bells / Far Above the Clouds (Tubular Bells III) / In Dulci Jubilo.

Teraz szykuje remastery płyt Five Miles Out i Crises, oba wyjdą w 5.1 Surround. Jestem ciekaw szczególnie tego pierwszego, a właściwie tego, jak potraktowane zostaną skomplikowane partie perkusyjne, częściowo zaprogramowane na automacie, ale w dużej mierze zagrane na żywo.

= = = = =

Top5 płyt (choć chyba bez sensu)
1. Ommadawn (Wciąż mój nr jeden ogółem. Zakończenie części pierwszej to muzyczna Teida, taka prawda.)
2. Five Miles Out (specyficzny klimat i genialne połączenie syntezatorów i stylistyki lat 80. ze stylem wykonawcy... Queen powinno się było uczyć)
3. Tubular Bells (wielki debiut, jednak trochę za mało w tym formalizacji i klimatu IMO, no oprócz drugiej części, gdzie klimatu tony)
4. Amarok (godzina ze wszystkim, na czym można grać. To miało być fuck you w stosunku do wytwórni i wyszło REWELACYJNE fuck you w stosunku do wytwórni)
5. Incantations (czyli dowód, że mniej znaczy więcej. Jednocześnie najdłuższy i najmniej skomplikowany kompozycyjnie album Oldfielda. Solówki gitarowe tutaj to MIÓD)
+ (poza kolejnością) Exposed. Jedna z najlepszych koncertówek w ogóle.

Tak w ogóle: Znacie? Wolicie Oldfielda kompozytora-wirtuoza gitarowego, czy twórcę melodyjnych piosenek?
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez Kriejtiw » 9 wrz 2013, o 22:20

Już widzę te tłumy walące do tego tematu, ale w porządku, wpisać się mogę.

Bardzo lubię i jak nie zwykłem szafować określeniami "najlepszy" czy "top ever", tak muszę powiedzieć, że gdybym już robił tę listę ulubionych gitarników, to Oldfield z pewnością byłby wysoko. Do FMO był gościem, z którego długaśnych suit wylewał się klimat, a okraszone to było bardzo specyficznymi zagrywkami gitarowymi, no i jeszcze różniastymi patentami, którymi co rusz zaskakiwał. Mówię tu o np. On Horseback z Ommadawn, jazzowych pociągnięciach z Platinum czy celtyckich chórach z Taurus II. No, może tylko Incantations nigdy nie ceniłem jakoś specjalnie. Mike przesadził tu trochę z długością, co sprawiło, że jednak trochę przysypiam, a nie zdarza mi się to na jego wczesnych płytach, bo nawet Hergest Ridge pod koniec przeradza się w coś porywającego.

Potem trochę spuścił z tonu, niestety. Crises stoi hitowymi piosenkami, bo tytułowy to jedna ze słabszych suit w jego karierze. W ogóle dobrze, że zaczął współpracować z Maggie, gdyż bez niej byłoby bardzo krucho; Barry Palmer nie jest dobrym wokalistą, nie wspominając o jakichś innych nieznanych wynalazkach. Amarok z kolei to faktycznie powrót do wielkiej formy, po drodze wydał jeszcze świetny The Songs of Distant Earth, no i na tym w sumie się kończy Wielki Mike. O, TSoDE to ogólnie świetna rzecz, połączenie new age z charakterystycznym brzmieniem jego gitary wyszło cudownie, udowadniając tym samym, że można klepnąć koncept album inspirowany sci-fi i nie wpaść w sidła patosu. Późniejszej twórczości nie znam zbyt dobrze, ale nie płaczę z tego powodu. Zresztą ohydne okładki robią swoje. Voyager z 1996 nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, celtyckie motywy wychodziły mu lepiej w przeszłości. A reedycje Dzwonów to takie dziesiąte wody, których słucha się miło, lecz od Nowoczesnego Oldifelda wolałbym słyszeć więcej tej nowoczesności właśnie. A oryginalne Tubular Bells... One najbardziej w sercu, mimo wszystko.

Mitycznego Exposed nigdy nie ogarnąłem w całości, cóż... Guilty stamtąd brzmi git, druga część Dzwonów też, ale prawie godzina średnio lubianych przeze mnie inkantacji... Może kiedyś, jak przyjdzie faza.

I trochę nie rozumiem twojego uwielbienia dla Five Miles Out (piosenki), no. Fajna, niezłe smaczki, dużo pierdół z kapelusza, ale jest całkiem zwyczajna w swej niezwyczajności. O co kaman? Ale ten utwór Ayersa z nim na gitarze był bardzo na plus. Wiesz, ten z QW którejś tam, za to propsy.

EDIT:
Tubular Bells (wielki debiut, jednak trochę za mało w tym formalizacji i klimatu IMO, no oprócz drugiej części, gdzie klimatu tony)

Nie mów, że cenisz Jaskiniowca bardziej od pierwszej części. Poważka?
Avatar użytkownika
Kriejtiw
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 769
Dołączył(a): 4 lut 2012, o 23:49
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez manwerty » 9 wrz 2013, o 22:38

Nie ma czasu i chęci soł krótko. Kocham, fapię i w ogóle.
Top 5 płyt :
1.Tubular Bells
Chociaż wolę Ommadawn pt 1 od TB pt 1.
2.Ommadawn
3.Hergest Ridge
4.Platinum
5.Five Miles Out
Avatar użytkownika
manwerty
Leroy Brown
Leroy Brown
 
Posty: 946
Dołączył(a): 25 lip 2012, o 18:40
Lokalizacja: kuj-pom
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez whoatemydinner » 12 wrz 2013, o 20:05

Kriejtiw napisał(a):EDIT:
Tubular Bells (wielki debiut, jednak trochę za mało w tym formalizacji i klimatu IMO, no oprócz drugiej części, gdzie klimatu tony)

Nie mów, że cenisz Jaskiniowca bardziej od pierwszej części. Poważka?

Słynnego jaskiniowca to może nie, ale cała reszta tej części to spokojnie top10 Oldfielda. Te pięknie płyną ce gitary akustyczne, ładne chóry żeńskie, gitara elektryczna brzmiąca jak dudy, ambientowe solo gitarowe pod koniec... no, może trochę ten Sailor's Hornpipe niszczy też lekko ten idylliczny obraz. :P Ale poza tym to druga część ma dla mnie jeszcze jedną zaletę - brzmi spójniej (no może oprócz jaskiniowca, szczególnie na remasterze z 2009 roku... jeśli nie słyszałeś, co zrobili z początkiem tej sekcji, to lepiej nie szukaj, bo brzmi to strasznie nieprzemyślenie) i ma mimo wszystko lepszy klimat. Może i jest bardziej monotonna od części pierwszej, w której dzieje się coś co chwila, ale jednak bardzo cenię to, że Oldfield daje się trochę w części drugiej atmosferze porozwijać.

I trochę nie rozumiem twojego uwielbienia dla Five Miles Out (piosenki), no. Fajna, niezłe smaczki, dużo pierdół z kapelusza, ale jest całkiem zwyczajna w swej niezwyczajności. O co kaman?

Powiedziałbym, że to o ten vocoder, ale to pewnie nie to. Ja w Five Miles Out widzę to fajne coś, gdzie wykonawca pisze piosenkę, która ewidentnie ma być w założeniu pewnym przebojem, ale odchodzi jak może od zwyczajowego stylu/struktury piosenkowej. Tytułowy przypomina raczej Oldfieldową suitę z wokalem skompresowaną do 4 minut niż typową piosenkę, przynajmniej tak to czuję. Szczególnie powroty motywu z Taurus II (który jest absolutnie genialny, btw) i krótkie i jak na Oldfielda przepełnione emocjami (TEN TRYUMF) solówki gitarowe stają się highlightami strukturalnymi utworu. No i chyba brzmienie. Ejtisowe, ale jednak na tyle świeże, żeby nie być ejtisowe. Zresztą to jest na całej płycie (no, może oprócz Family Man), ale w FMO najbardziej to słychać. No i ten powtarzany refren na końcu. Taki ser, ale bardzo smaczny, szczególnie na bootlegach z tej trasy, gdzie cała widownia to śpiewa a cappela, a potem Oldfield się włącza swoim nieprzetrenowanym głosem. Piękno.

A, i cieszę się, że Ayers przypadł do gustu.

No i miło, że nie jestem jedyny, który uważa suitę Crises za jednak słaby punkt płyty i ogółem niż wśród suit Oldfielda, bo się ostatnio przekonałem, że to przeświadczenie nie jest takie oczywiste. A przekonałeś już się do Shadow on the Wall, czy dalej bardzo nie?
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez Kriejtiw » 12 wrz 2013, o 21:08

Dla mnie zawsze Jaskiniowiec był takim momentem wytchnienia po pierwszych Dzwonach Rurowych. Wiadomo, epickie odliczanie, poszczególne instrumenty narastają, robi się gęsto, no i wchodzą te dzwony właśnie... więc nie można dalej dotykać absolutu, a należy przejść do czegoś nieco lżejszego. Drugiej części zawsze słuchało mi się miło, fajnie i przyjemnie, lecz jakichś potężnych ciar nie było - wszystko się zużywało na tę pierwszą część. Jasne, tu jest wiele fajnych smaczków i nawiązań do różności, lecz bez pierwszych dzwonów średnio ma rację bytu. Nie no, oczywiście ma, ale nie grają pierwszych skrzypiec na tej płycie.

Co do tego Five Miles Out jako streszczenia albumu... moooże, ale to samo w sobie nie jest dla mnie jakąś niesamowitą wartością. Ja zresztą nie mówię, że to zły kawałek, ale jakoś mi się skojarzyło, że kiedyś układałeś top10 Oldfielda, a FMO znalazło się tam na dość wysokiej pozycji (a może to był Family Man...?), co zdziwiło mnie nieco. I nie, nie słuchałem żadnych remajstrów.

A przekonałeś już się do Shadow on the Wall, czy dalej bardzo nie?

Ależ tam od razu bardzo nie... To po prostu nie jest kawałek, który specjalnie świadczy o charakterze płyty, a wokal Chapmana z nóg mnie jakoś nie zbija. Złe to jakieś nie jest, no i trwa całe trzy minuty, a mój filtr antyspamowy nie jest aż tak czuły. Toteż bliżej temu do "może być" niż "zło i słabizna". Po prostu męskie wokale u Mike'a nigdy nie były specjalnie porywające.

whoatemydinner napisał(a):No i miło, że nie jestem jedyny, który uważa suitę Crises za jednak słaby punkt płyty i ogółem niż wśród suit Oldfielda, bo się ostatnio przekonałem, że to przeświadczenie nie jest takie oczywiste.

W ogóle powiem, że na tych późniejszych płytach Mike'a najdłuższe kawałki wcale nie błyszczą; The Lake to dla mnie najsłabsza rzecz na Discovery, prócz ze dwóch śmieci z Palmerem przy mikrofonie + Mont St Michel z Voyagera to całkiem kompletny, konkretny zamulacz.

Za to Ayersa już dawno doceniłem, dałem mu przeca dziesięć punktów, joł. No, Oldfieldowi coś tam też rzuciłem, gdy wrzuciłeś jakiś kawałek z QE2 do QW.

Tubular Beats - warto?
Avatar użytkownika
Kriejtiw
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 769
Dołączył(a): 4 lut 2012, o 23:49
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez manwerty » 12 wrz 2013, o 21:17

Kriejtiw napisał(a):Tubular Beats - warto?


Tak sobie, momenty warte uwagi, ale generalnie trochę gofrowate, jedna ze słabszych płyt tego roku chyba. Można, ale żaden must know to nie jest.
Tak 2-2,5 / 5.
Avatar użytkownika
manwerty
Leroy Brown
Leroy Brown
 
Posty: 946
Dołączył(a): 25 lip 2012, o 18:40
Lokalizacja: kuj-pom
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez whoatemydinner » 13 wrz 2013, o 19:57

Mieszane uczucia, jeśli chodzi o Tubular Beats. Z jednej strony ciekawy eksperyment - przełożyć muzykę Oldfielda na dzisiejszą elektronikę, mniej new age'ową, a bardziej taneczną. Najlepiej wypadają kawałki z klimatem, typu remiks Ommadawn, Far Above the Clouds i North Star. Nieźle wypada Guilty - klubowa wersja muzyki, która wówczas uchodziła za klubową muzykę, nieźle. Teledysk jest cheesy na maksa, ale w sumie pasuje do tego, co teraz się dzieje w przemyśle teledyskowym. :P A drugiej strony remixy To France i Moonlight Shadow to porażka niesamowita. No i ta nowa piosenka ani trochę nie zachwyca, choć tragedii nie ma. Więc tak jak Manwerty pisał, takie pół na pół. Ale w słabszą stronę odchył.

No a FMO jednak już spadło, więcej suit jednak w top10 by się znalazło. Walnąłbym nowy ranking, ale mnie się nie chce, tbh.

A faktycznie, punkty za Ayersa były. :wink: Wrzucałem coś z QE2 do QW? Pamiętam, że chciałem tytułowy walnąć, bo epizm i wirtuozeria, ale chyba w końcu się do tego nie zabrałem. To idzie chyba o North Star w takim razie i wtedy też faktycznie dałeś punkciory.
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez Dundersztyc19 » 21 lis 2013, o 22:33

Jak na ironię, nie miałem do czynienia z pozycjami takimi jak: "Ommadawn", "Amarok", "Incantations" i kilkoma innymi jego znaczącymi płytami, ale znam "Tubular Bells (3 albumy)", "Five Miles Out", "Discovery" i ogólnie albumy z lat 90-tych. W zasadzie wystarczy posłuchać jakikolwiek jeden jego album, że mamy do czynienia z czymś niesamowitym. Jego gra na gitarze umie wprowadzać do pięknego, fantastycznego świata, po prostu rozpływam się przy tym. I to zarówno przy jego suitach, jak i zwykłych popowych piosenkach, te drugie też są szczególnie udane. Ogółem bardzo wartościowa muzyka relaksacyjna. Ciekawe, czy będzie jego TOP10.
http://www.survio.com/survey/w/I9A2D9A6B6X9E9I3A">Zagospodarowanie turystyczne województwa podkarpackiego
Avatar użytkownika
Dundersztyc19
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 1575
Dołączył(a): 25 sie 2009, o 13:27
Lokalizacja: Kuala Lumpur
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez matysex » 9 lut 2014, o 18:02

http://www.youtube.com/watch?v=YgpS6dQVHbg
nowy singiel Mike'a. dno niestety :) płyta wychodzi 3 marca.
jest jednak promyczek nadzei - Mike zapowiada na https://www.facebook.com/groups/Mikeoldfieldpersonal/ plyte instrumentalna, która przy sprzyjajacych wiatrach (oby nie byly to wiatry ktore napedzały Sailing) jeszcze w tym roku.
matysex
Queenie
Queenie
 
Posty: 1
Dołączył(a): 15 sty 2014, o 10:25
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez zinger menu » 2 cze 2014, o 03:22

Nie wiem, czy to odpowiedni temat do tego, ale CO SIE STAŁO Z FORUM???????????!!!!!!!!!!!!!!11111111oneoneoneoneone1111111jedenjeden

A tak żeby offtopa uniknąć, to zauważyłem, że nikt tu za bardzo nie podnieca się albumem Platinum. Ja wiem, że Tubular Bells i Ommadawn, ja nie kwestionuję, tylko po prostu Platinum jest dla mnie niesamowicie wciągające. Nie jakieś ambitne, raczej lekkie i chwytliwe, ale jednak w taki dość odkrywczy sposób, jak dla mnie. Chodzi mi przede wszystkim o pierwsze cztery numery, czyli ogólnie tę drobną, jak na Mike'a, suitkę taką. Klimat jest dla mnie niesamowity i przyznam się szczerze, że to był chyba pierwszy album Oldfielda, który do mnie trafił tak na te co najmniej 140%. Tubular Bells i Ommadawn dopiero chwilę później. Incantations nuuuuuda. Hergest Ridge też. No ogólnie nie jestem jakimś wielkim, zawziętym fanem Oldfielda, ale te trzy albumy (TB, Omm, Plat) ogromnie sobie cenię.
Avatar użytkownika
zinger menu
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 463
Dołączył(a): 28 mar 2008, o 14:34
Lokalizacja: dzikie kraje
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Mike Oldfield

Postprzez whoatemydinner » 18 lut 2015, o 22:29

Heaven's Open to może i jest mocny kandydat do miana najsłabszej płyty Oldfielda (te wokale mmmmmmmmm a tak serio to akurat nie specyficzny wokal Mike'a a absurdalnie słabe kompozycje na stronie pierwszej oprócz tytułowego zaniżają beznadziejnie poziom), ale Music from the Balcony to chyba drugi najbardziej eksperymentalny Oldfield, po oczywiście Amaroku. Słychać, że było nagrane w przeciągu roku od tamtego dzieła przez duże D, bo jest dość mocno wskocz mi na kan, ale tutaj zamiast bawić się w nagrywanie samemu zaprzęgnięty został cały zespół i wyszła fuzja Amaroka i Platinum. Momenty tu są liczne, jak na przykład funkująca syntezatorowa sekcja dęta i zwariowane solo na saksofonie, fragment z automatem perkusyjnym i odgłosami małp i "No. DO IT! DO IT!" no i zakończenie - (dość luźna) saksofonowa interpretacja głównego motywu wyciszająca się i pozostawiająca tylko Oldfielda mówiącego "Fuck off." i do Richarda Bransona, że w końcu skończył się kontrakt i do słuchacza, że był frajerem i kupił to badziewie oczywiście nagrane by wypełnić obligację nagraniową dla Virgin. Ale nawet jeśli to badziewie, to jedno z zabawniejszych badziewi tego pana i jedyna namiastka tego co by było, gdyby Mike postanowił kontynuować nagrywanie rzeczy w stylu 60-minutowego giganta.

tl;dr: Music from the Balcony to najlepsze gówno nagrane przez Oldfielda, który wyraźnie miał wszystko w culus wówczas, dostaje ocenę serduszko/10.

https://www.youtube.com/watch?v=xO4oWpuyRlk
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE


Powrót do Another World

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość