Rysiu napisał(a):To jeszcze coś dodam (narażę się, ale co mi tam) - WWHY i Animals to jak już napisałem dwie zacne płyty, ale pewne "ale" do nich jednak mam. Obie są jak dla mnie bardzo podobne - kilka ledwie utworów, ale rozwleczonych niemiłosiernie do kilkunastu minut. Minut, które - o dziwo - mijają szybko i przyjemnie, ale jednak brak pewnej dynamiki, spłyń z lodami... takie to wszystko leniwie płynące i - jak to ktoś napisał kiedyś - "pastelowo rozmyte".
Dlatego właśnie wolę "Walla" z niekończącą się huśtawką nastrojów, od łez i użalania się nad sobą aż po bunt i furię, gdzie między rockery wciśnięto takie jakby nic nie dające (a jednak dające wiele) "wyciszacze".
O, dokładnie tak samo to widzę! Zawsze mnie dziwiło, kiedy słyszałem, że "The Wall" jest nudne. Może się nie podobać ciągłe zmienianie klimatów, ale jak się przy nim nudzić?
whoatemydinner napisał(a):na takim The Wall jest pełno różnych pomysłów (lepszych i gorszych), klimaty się zmieniają, no powiedzmy do pewnego stopnia, jak w kalejdoskopie i w obrębie konceptu tam to działa - ale brakuje na tej płycie jakiejś chwili wytchnienia oprócz Is There Anybody Out There?.
"Goodbye Cruel World", "The Show Must Go On", solówka "Another Brick in the Wall, Part 2", a w wersji live także "The Last Few Bricks".
Mefju napisał(a):A mnie się wydaje, że to "Animals" jest ostatnią płytą na której słyszę cały zespół bez czyjejkolwiek dominacji.
Jak to? Koncept albumu jest pomysłem Watersa, teksty napisał w całości Waters, muzykę niemal w całości napisał Waters (Gilmour wtrącił swoje trzy grosze tylko w "Dogs"), wokalnie udziela się głównie Waters (znowu - tylko w "Dogs" główny wokal należy do Gilmoura, ale też tylko na spółkę z dyktatorem

).
Rysiu napisał(a):Solowy Gilmour to AMLOR - i to najbardziej perfidny przykład podszywania się pod nazwę swojego dawnego zespołu, jaki znam.
Zdarzały się jeszcze większe cuda, choć raczej przez przypadek niż cynizm. Płyta "Best of The Beatles" nieźle się sprzedawała, bo ludzie myśleli, że to składanka przebojów Wielkiej Czwórki. Tymczasem była to płyta solowa Pete'a Besta, byłego członka The Beatles.

Z kolei Squeeze", płyta solowa Douga Yule'a (niemal dosłownie solowa, bo koleś i napisał muzykę, i teksty, i śpiewał, i grał na prawie wszystkich instrumentach), który wcześniej krótko należał do The Velvet Underground, została wydana jako album tego zespołu.
