







OberstPrymas napisał(a):W mojej opinii Waters przegiął tu pałę i wyszedł mu bardzo pretensjonalny album.

NAR napisał(a):W ogóle śmieszne jest całe roztrząsanie co jest lepsze Wall czy Final Cut. To jakby filozofować czy lepsze jest The Game czy Made in Heaven.


OberstPrymas napisał(a):Lepsze jest The Game bo żył.






I hak ci w smak to, że to tak naprawdę solowy Gilmour! 



Mefju napisał(a):Wy tu pierdu pierdu o culus Watersa, a tymczasem RÓWNE 20 lat temu wyszło to oto cudeńko!
[ Obrazek ]
STO LAT DLA NAJLEPSZEGO(dla mnie i na chwilę obecną) ALBUMU PINK FLOYD!![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
I hak ci w smak to, że to tak naprawdę solowy Gilmour!

OberstPrymas napisał(a):Jak można lubić tę płytę? Przecież to tak naprawdę solowy Gilmour

Anunaki napisał(a):OberstPrymas napisał(a):Jak można lubić tę płytę? Przecież to tak naprawdę solowy Gilmour
Jak można lubić The Final Cut? Przecież to tak naprawdę solowy Waters





OberstPrymas napisał(a):Jak można lubić Amused to Death - przecież to solowy Waters.
Rysiu napisał(a):To jeszcze coś dodam (narażę się, ale co mi tam) - WWHY i Animals to jak już napisałem dwie zacne płyty, ale pewne "ale" do nich jednak mam. Obie są jak dla mnie bardzo podobne - kilka ledwie utworów, ale rozwleczonych niemiłosiernie do kilkunastu minut. Minut, które - o dziwo - mijają szybko i przyjemnie, ale jednak brak pewnej dynamiki, spłyń z lodami... takie to wszystko leniwie płynące i - jak to ktoś napisał kiedyś - "pastelowo rozmyte".

Rysiu napisał(a):powiem tak: zespół z albumu na album był coraz bardziej "watersowski" - DSOTM był chyba ostatnim w miarę demokratycznym albumem, WYWH już był wyraźnie przesunięty w stronę basisty, ale takie Animalsy to już czysty Waters, Wall - nie pytaj, a TFC to już po prostu apogeum tej hegemonii. Równie dobrze Waters mógłby nagrać to sam jako solowy album - niewiele by się różniło od tego, co dostaliśmy. Ale nagrał z Gilmourem i Masonem.
Rysiu napisał(a):A z kim nagrał Gilmour ten album? Wright gnieniegdzie się udzielał, ale nie jako członek zespołu. Krążą nawet plotki (ktoś mądry wie?), że nie wszystkie ścieżki perkusji są Masona. Poza tym lista muzyków towarzyszących jest dłuuuuuuuuuuuuga.


Mefju napisał(a):Rysiu napisał(a):A z kim nagrał Gilmour ten album? Wright gnieniegdzie się udzielał, ale nie jako członek zespołu. Krążą nawet plotki (ktoś mądry wie?), że nie wszystkie ścieżki perkusji są Masona. Poza tym lista muzyków towarzyszących jest dłuuuuuuuuuuuuga.
Mówisz cały czas o AMLOR?


Rysiu napisał(a):To jeszcze coś dodam (narażę się, ale co mi tam) - WWHY i Animals to jak już napisałem dwie zacne płyty, ale pewne "ale" do nich jednak mam. Obie są jak dla mnie bardzo podobne - kilka ledwie utworów, ale rozwleczonych niemiłosiernie do kilkunastu minut. Minut, które - o dziwo - mijają szybko i przyjemnie, ale jednak brak pewnej dynamiki, spłyń z lodami... takie to wszystko leniwie płynące i - jak to ktoś napisał kiedyś - "pastelowo rozmyte".
Dlatego właśnie wolę "Walla" z niekończącą się huśtawką nastrojów, od łez i użalania się nad sobą aż po bunt i furię, gdzie między rockery wciśnięto takie jakby nic nie dające (a jednak dające wiele) "wyciszacze".
whoatemydinner napisał(a):na takim The Wall jest pełno różnych pomysłów (lepszych i gorszych), klimaty się zmieniają, no powiedzmy do pewnego stopnia, jak w kalejdoskopie i w obrębie konceptu tam to działa - ale brakuje na tej płycie jakiejś chwili wytchnienia oprócz Is There Anybody Out There?.
Mefju napisał(a):A mnie się wydaje, że to "Animals" jest ostatnią płytą na której słyszę cały zespół bez czyjejkolwiek dominacji.
Rysiu napisał(a):Solowy Gilmour to AMLOR - i to najbardziej perfidny przykład podszywania się pod nazwę swojego dawnego zespołu, jaki znam.

Gnietek napisał(a):Mefju napisał(a):A mnie się wydaje, że to "Animals" jest ostatnią płytą na której słyszę cały zespół bez czyjejkolwiek dominacji.
Jak to? Koncept albumu jest pomysłem Watersa, teksty napisał w całości Waters, muzykę niemal w całości napisał Waters (Gilmour wtrącił swoje trzy grosze tylko w "Dogs"), wokalnie udziela się głównie Waters (znowu - tylko w "Dogs" główny wokal należy do Gilmoura, ale też tylko na spółkę z dyktatorem)



Btw. w temacie rankingów Oberst dał Watersa (mniemam że chodzi o tego Watersa) w Swoim topie wokalistów




Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość