I1. Całkiem niezłe otwarcie edycji. Bywały lepsze openery, ale też i gorsze. Może bym skrócił o parę minut, niemniej pozytywnie odbieram ten numer.
2. Brzmi niczym tradycyjna, folkowa melodia, zielone wzgórza w Lyonesse. Nic wielkiego, ale przyjemny track.
3. Nie wiem, czemu tak przytłumiona produkcja i perkusja brzmi jak automat albo robiona w jakimś programie komputerowym. Niemniej kompozycja dość udana, z melodią, szwungiem i energią, momenty nawet podchodzą pod prog-metal.
4. Ten nerwowo – alternatywny riff w połowie coś tam próbuje zdziałać, ale jednak ogólny wyraz i brzmienie sprawiają, że jest to najmniej interesujący utwór w paczce.
5. Wolałem jej poprzedni numer w QW. Soulowy posmak, not bad, ale żebym złapał za nogi pambuczka (jak to mawiają pobratymcy Kafki i Kundery) to nie poczułem. Niemniej może coś wpadnie.
6. W Stanach ten gość jest bardzo popularny, takie adult contemporary ze sznytem klasycznej ballady rockowej. Może się podobać.
7. Ładne. Nie jestem pewien, czy coś więcej, bo jednak kawałek jest mało atrakcyjny i niespecjalnie się wyróżnia.
8. Ambiwalentnie. To jakby plemienne, frenetyczne bicie w bęben wprowadza kuszący trans, a potem jak sinusoida, kawałek raz wchodzi w nęcące obszary, a innym razem staje się irytujący. Zobaczymy.
II9. Chyba najlepsza rzecz do tej pory. Wciąż się rozwija. Znakomite, aranżacyjnie zrobione z klasą, smakiem i wyczuciem. Wokal też miły. Spory plus.
10. Punk rock o komercyjnym rysie, ale trzeba przynać, że kantylena gnieździ się w uszach, zatem nie jest bez szans, gdyż chętnie do tego wrócę.
11. Frapujące. Wokalistka chyba mi znajoma, pianino i zacna pani. Rytm utworu i klimat jaki roztacza - wciągają.
12. Zespołu nie sposób nie poznać, choć ta bluesowo – hardrockowa zagrywka jest trochę myląca. Klawy kawałek, buja, ma power. Wokal wiadomo.
13. Standardowy post rock jest standardowy, choć trochę zasmucił mnie ten numer. Dla oceny numeru to lepiej, dla mnie gorzej...
14. Powiało filharmonią. Variatio delectat. Klasyka zagrana z lekkością, ubrana w finezję i z powabem godnym mitologicznej Gracji zawsze w cenie, szczególnie że materiał jest bardzo przystepny.
15. Pokręcone i z jajem. Niby taka konwencja trochę muzycznego żartu, ale podoba mi się. Zrobione i na poziomie muzycznie i z humorem.
III16. Mizeria. Te jazzowe fragmenty jeszcze jakoś dają radę (choć nie przepadam za jazzem), ale cała reszta to bicie piany. Bez sensu.
17. Jak wiadomo, ten pan może śpiewać nawet książkę telefoniczną, a i tak wyjdzie świetnie. Fajnie że ktoś przypomniał jego początki, gdy jeszcze nie był słynnym bogiem.
18. Zastanawiam się, czy to nie znana crossoverowa śpiewaczka, co to teraz ma lecieć w kosmos. Tak czy siak na plus, pomieszanie nienachalnej elektroniki z klasycyzującymi wątkami i new age’owo - filmowym klimatem. Na pewno przyjemność słuchania.
19. Przyzwoity Oberstcore, chwilami nawet powyżej średniej.
20. Ten pan już wygrywał zabawę i bywał też w bardziej epickim wydaniu. Zdajsie na gitarze gra tu jeszcze pewien inny specjalista, więc o kompetencje kawałka się nie turbuję. Robi wrażenie taka komitywa. Ma to dryg i werwę. Na plus.
21. Niezła gitara, choć niespecjalnie mnie ten numer porwał.
22. Taka muzyka to nie jest
my cup of tea, ale zgrabne i stylowe. Cały czas przykuwa moją uwagę. Na finiszu się trochę rozbrykało, lecz końcówka równie dobra. Tylko czemu to jest nagranie koncertowe?