




Walter psychopata to lekka przesada.



Z rzeczy pomniejszych: podobał mi się epizod z Toddem, który ogólnie jawi mi się jako wręcz największy socjopata w BB, tym bardziej więc rozczulający jest w 1) zakochaniu w Lydii, 2) podziwie względem Walta




Atrus napisał(a):Jestem jak zwykle spóźniony i wszyscy już o tym wiedzą, ale co mi szkodzi, napiszę: "True Detective" jak dotąd bardzo zachęcające, ciekawa historia, dobre dialogi, bla bla bla, natomiast najważniejsze jest, że Matthew McConaughey... McCoughnahey... McGhonagey... no, w każdym razie stylówa odtwórcy głównej roli jest EWIDENTNIE wzorowana na Jayu Munlym, ergo #swag. Do tego dyskusje o bezsensie istnienia i rendeckie akcenty. Szanuję.

lookaug napisał(a):Atrus napisał(a):Jestem jak zwykle spóźniony i wszyscy już o tym wiedzą, ale co mi szkodzi, napiszę: "True Detective" jak dotąd bardzo zachęcające, ciekawa historia, dobre dialogi, bla bla bla, natomiast najważniejsze jest, że Matthew McConaughey... McCoughnahey... McGhonagey... no, w każdym razie stylówa odtwórcy głównej roli jest EWIDENTNIE wzorowana na Jayu Munlym, ergo #swag. Do tego dyskusje o bezsensie istnienia i rendeckie akcenty. Szanuję.
I nie napisał najważniejszego - w drugim odcinku są najlepsze cycki, jakie pokazało HBO! Wyróżnienie nie byle jakie, bo przecież pokazało wiele.




NAR napisał(a):Czo to za serial z tego True Detective to nawet ja nie. Ostatnie dwa odcinki to mistrzostwo.

Atrus napisał(a):lookaug napisał(a):Atrus napisał(a):Jestem jak zwykle spóźniony i wszyscy już o tym wiedzą, ale co mi szkodzi, napiszę: "True Detective" jak dotąd bardzo zachęcające, ciekawa historia, dobre dialogi, bla bla bla, natomiast najważniejsze jest, że Matthew McConaughey... McCoughnahey... McGhonagey... no, w każdym razie stylówa odtwórcy głównej roli jest EWIDENTNIE wzorowana na Jayu Munlym, ergo #swag. Do tego dyskusje o bezsensie istnienia i rendeckie akcenty. Szanuję.
I nie napisał najważniejszego - w drugim odcinku są najlepsze cycki, jakie pokazało HBO! Wyróżnienie nie byle jakie, bo przecież pokazało wiele.
Bo pisałem to po pierwszym odcinkuNatomiast uwaga jak najbardziej słuszna, tak.





Xavi napisał(a):nie utrzymali kosmicznego poziomu pierwszych czterech (pięciu) odcinków. Ktoś jeszcze ma podobne odczucia? Następne to niestety tylko bardzo dobry film akcji nastawiony na powiązania między głównymi bohaterami. Końcowy dialog jakby przekreślił wszystko co zbudowano przez tyle czasu.


Atrus napisał(a):Nie utrzymali. To fakt. Czy się zawiodłem? Nie. Doprowadzili historię do końca, powoli, konsekwentnie, bez żadnych durnych zwrotów akcji, Rust nie przesunął wyspy. Powiem więcej, byłbym zniesmaczony, gdyby w ostatnim odcinku okazało się, że mordercą jest ktoś inny, niż ten, o którym wiedzieliśmy od przedostatniego odcinka. A zatem w kwestii fabuły nie mam nic do zarzucenia.
Po drugie, rozwój postaci. Lawina krytyki spadła na ostatni dialog, w którym nagle okazuje się, że Rust przestaje być nihilistą i wierzy w zwycięstwo Dobra nad Złem. Fakt, to było dość nagłe i niespodziewane, a sam moment graniczny w serialu nie jest wyczerpująco przedstawiony. Natomiast czy to takie nielogiczne, niewiarygodne, czy przekreśla wszystko, co było wcześniej? Oczywiście nie. Raz, że Rust w 2012 i tak jest już innym człowiekiem, niż był w latach 90., jest mniej pewny siebie i bardziej otwarty. Dwa, że skoro twórcy serialu sygnalizują, że przeżył coś, co zmieniło jego optykę, to znaczy, że tak było. Nie mam większego pojęcia o psychologii, ale skoro jedno wydarzenie (śmierć dziecka) już raz wywróciło jego światopogląd, to logiczne, że inne doświadczenie może zrobić to jeszcze raz. Jasne, wszyscy woleliśmy ponurego Rusta rozprawiającego o Wiecznym Powrocie i tak dalej niż opowiadającego bajki o zwycięstwie światła nad ciemnością (tfu-op**mizm!), ale wszystko jest w granicach rozsądku. W ogóle to było całkiem odważne i wychodzące na przekór oczekiwaniom - sądząc po komentarzach - prawie wszystkich oglądających od początku. Też mi się nie wszystkie kierunki, jakie obrali, podobały, ale zdania nie zmieniam - finał był właśnie taki, jaki powinien być. Nie musicie mi oddawać za bilety.
Co nie zmienia faktu, że pierwsze odcinki >>> ostatnie odcinki.

NAR napisał(a):Wydaje mi się, że warto będzie sobie powtórzyć przed następną serią, bo wiele szczegółów może umknąć (np. kojarzycie scenę jak córka Martina odwzorowała ceremonialną zbrodnię za pomocą lalek?)

Atrus napisał(a):Uff, jak to dobrze, że w trzecim sezonie Homeland twórcy odsunęli na dalszy plan te wszystkie nudne wątki, jak śledztwa CIA, ucieczka Brody'ego czy międzynarodowy terroryzm i skupili się na tych naprawdę interesujących, czyli wewnętrznych konfliktach Dany i zmaganiach Carrie z chorobą dwubiegunową.
PS. To prawda

Atrus napisał(a):Atrus napisał(a):Uff, jak to dobrze, że w trzecim sezonie Homeland twórcy odsunęli na dalszy plan te wszystkie nudne wątki, jak śledztwa CIA, ucieczka Brody'ego czy międzynarodowy terroryzm i skupili się na tych naprawdę interesujących, czyli wewnętrznych konfliktach Dany i zmaganiach Carrie z chorobą dwubiegunową.
PS. To prawda
Ok, teraz zmienili proporcje i jest jeszcze gorzej. Festiwal absurdu. SpojlerPewnie, wyślijmy wszystkich do Teheranu, w tym niezrównoważonego niedoszłego terrorystę i jego niezrównoważoną kochankę w czwartym miesiącu ciąży, czemu nie. Nie wiem, co by tu mogło pójść nie tak.Spojler Żeby po dwóch dobrych sezonach upaść tak nisko, smutne.


Xavi napisał(a):
W każdym bądź razie House of Cards teraz na tronie.

Powrót do Lazing on a Sunday Afternoon
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość