Re: A Kind of Magic na cenzurowanym
shamar napisał(a):Problemem bywa tylko Pain Is So Close to Pleasure, które nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z brutalnym gejowskim seksem przy użyciu dziwnych narzędzi.
Faktycznie masz nie lada problem

shamar napisał(a):Problemem bywa tylko Pain Is So Close to Pleasure, które nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z brutalnym gejowskim seksem przy użyciu dziwnych narzędzi.

AABBAAA napisał(a):No to jest totalna katastrofa. Tylko One Vision, WWTLF i Princes można z tej płyty słuchać bez użycia MOCNYCH środków odurzających. Beznadziejna, typowa dla Niemców (czyt. Macka) produkcja + zwalająca z fotela ilość syntezatorów. Wychodzi nie powiem co. Chciałem wybrać opcję "a kind of tragic", ale jednak te trzy utwory nie wywołują odruchów wymiotnych, więc...
2
AABBAAA napisał(a):AABBAAA napisał(a):No to jest totalna katastrofa. Tylko One Vision, WWTLF i Princes można z tej płyty słuchać bez użycia MOCNYCH środków odurzających. Beznadziejna, typowa dla Niemców (czyt. Macka) produkcja + zwalająca z fotela ilość syntezatorów. Wychodzi nie powiem co. Chciałem wybrać opcję "a kind of tragic", ale jednak te trzy utwory nie wywołują odruchów wymiotnych, więc...
2
No i muszę sprostować. Po kilku(nasto)krotnym przesłuchaniu albumu znacznie zyskał w moich oczach (a raczej uszach). Wciąż nie trawię Gimmie the Prize i Don't Lose Your Head ale reszta z tytułowym i Pain Is So Close To Pleasure na czele jest fantastyczna. Album zyskał na produkcji w porównaniu do Works, słychać, że Richards również tam maczał palce. W szczególności urzekła mnie solówka gitarowa w Pain Pleasure. Również naprawdę dobry Fred w One Year Of Love (saksofon przewijam). Tytułowy ma fantastyczny "magic" i w ogóle baaardzo przyjemnie się tego słucha. Generalnie przepraszam wszystkich fanów tej płyty, że tak na nią napsioczyłem, zwłaszcza, że poprzednia była duuużo gorsza. Jestem zmuszony zmienić swoją ocenę z 2 na uwaga...
4+
Jednak do 5 troszkę zabrakło. Gdyby nie Gimmie The Prize, Don't Lose You Head i saksofon w One Year Of Love to może by było
AABBABABABBBABBAA napisał(a):Generalnie przepraszam wszystkich fanów tej płyty
evamac napisał(a):Najbardziej wkręcam One Year of Love, bo może tekstowo taki se, ale wokalnie mnie powala! Cudownie, przejmująco zaśpiewany, zawsze mnie wzruszał
evamac napisał(a):Najbardziej wkręcam One Year of Love, bo może tekstowo taki se, ale wokalnie mnie powala! Cudownie, przejmująco zaśpiewany, zawsze mnie wzruszał
whoatemydinner napisał(a):
W końcu puściłem sobie playlistę kilku wybranych rzeczy z płyty i postanowiłem pomyśleć, coby można zrobić, coby ta płyta aż tak nie straszyła.
Ta płyta to takie nie wiadomo co - ani to soundtrack, ani pełnoprawny album; częściowo wyprodukowany przez Macka, a częściowo przed (od kilku dni świętej pamięci) Davida Richardsa (i te różnice w produkcji słychać); w dodatku z utworami poukładanymi chaotycznie. Jako całość jest to jest zabałaganiona i nierówna płyta; gdy porównuje się ją z poprzednimi dokonaniami zespołu, też wypada blado. Poszczególne piosenki jednak nie są takie złe.