6. Pokolenie (1954) - I wreszcie polski akcent. I to z nie byle kim - MŁODY PAŹDZIOCH i wszystko jasne! xD To on pierwotnie miał być pozycję wyżej, ale do końca miałem zagwozdkę. Nie mam żadnych punktów odniesienia, więc pewnie Gnietek jako historyk mnie tu wyśmieje, ale dla mnie to jest wręcz wzorcowy film propagandowy i nie trzeba tutaj wysilać mózgownicy i doszukiwać się piątego dna bo dla mnie był dość prosty w odbiorze. Krytyka kapitalizmu, wychwalanie pod niebiosa ruskich jako naszych wyzwolicieli, ukazywanie Niemców w jak najgorszym świetle - jak nas brutalnie leją, ale na szczęście my też ich lejemy w tym filmie. xD Tylko krytyka kościoła katolickiego była mało wyrazista(w ogóle propagandowa kwestia traktowania kościoła katolickiego jest dla mnie zagadką, bo widzę tam sporo niejasności), choć dobra była scena na lekcji religii z tym ultraortodoksyjnym księdzem(czyżby karykatura KK?) oraz jak go później Paździoch strollował! xD
No nie, dlaczego miałbym wyśmiać?
Nie to, że w filmie brakuje argumentów za komuną, wręcz bym powiedział, że ta propaganda jest aż zbyt nachalna. Chodzi mi raczej o to, że te argumenty wydają mi się naiwne. Może i to chodziło, może tak było łatwiej dotrzeć do prostych ludzi (bo przecież jakaś tam część Polaków jednak uwierzyła jeśli już nie w PRL, to chociaż w socjalizm jako taki), ale wyobrażam sobie, że ja w 1955 r. bym wyszedł z "Pokolenia" ani trochę nie przekonany. Mam ochotę chociażby porównać dwie analogiczne sceny - z "Pokolenia" właśnie i z "Celulozy". W obu działacze komunistyczny przedstawiają rachunek ekonomiczny, który dowodzi wyzysku robotników przez kapitalistów. W "Pokoleniu" jest to proste wytłumaczenie, że robotnik nie dostaje tyle kasy, ile wart jest wyprodukowany przez niego towar (tzn. ja wiem, że to jest odwołanie do trochę bardziej skomplikowanej teorii, do pojęcia wartości dodatkowej, która występowała w ekonomii marksistowskiej, ale myślę, że przeciętny widz rozumiał to tak, jak napisałem) - to jest strasznie banalne, a Łomnicki przyjmuje to jako wielkie odkrycie.

No i nietrudno znaleźć argument, że taki podział dochodu jest w pewnym sensie sprawiedliwy. W "Celulozie" działacz partyjny Marusik na zebraniu chadeckiego związku zawodowego pyta, ile kosztuje zgoda między pracownikami a ich kierownikami. Wystawia rachunek tej zgodzie, którą on zna - mówi o zwiększaniu się akordu, operuje konkretnymi liczbami i wychodzi na to, że zgoda nowych pracowników (którzy nie będą zatrudnieni na innych) na warunki szefostwa oznacza obniżenie płac wszystkim, choć robotnicy pracują wręcz więcej niż dotąd. Że będzie coraz gorzej, póki się nie zbuntują. To jakieś poczucie niesprawiedliwości moim zdaniem faktycznie budziło. Ale podkreślam - moim zdaniem.
A co do "młodego Paźdzocha", czyli Ryszarda Kotysa, to przecież on grał w całej masie polskich filmów, w tym kultowych ("Sami swoi", 'Wielki Szu", "Wodzirej", "Lalka"), z tym że role raczej epizodyczne, stąd trudno go zapamiętać poza tą rolą w serialu komediowym.
