Rany, ależ polskie kino w okresie tzw. karnawału "Solidarności" stworzyło dzieła! Teraz dopiero zdałem sobie sprawę, ile dobrych filmów powstało w jednym roku.
1. PrzypadekTo jest chyba mój ulubiony film ever. Widziałem go wiele razy, ale jest tu tyle symboli i niejednoznaczności, że za każdym razem dostrzegam coś nowego. Ostatnio zobaczyłem wersję ze scenami wyciętymi przez cenzurę - warto porównać obie wersje (w tej chwili obie są na YouTube) - jak sprytnie wycięto występ Jacka Kaczmarskiego i cytat z Kazimierza Brandysa.
"Przypadek" to trzy alternatywne wersje życia pewnego chłopaka. Okazuje się, że niby tak mało ważne zdarzenie, jak zdążenie lub nie na pociąg zmienia wszystko. Ale nie tylko o to chodzi. Trzecia wersja, opowiedziana krótko, wydawałoby się, dodana na siłę, potraktowana przez reżysera po macoszemu, ma zakończenie o ogromnej sile rażenia (efekt wzmocniony przez genialną muzykę Wojciecha Kilara). To zakończenie łączy się z dwiema pozostałymi wersjami i spina cały film w klamrę. Przesłanie jest druzgocące. Można je odczytywać tak, że przed przeznaczeniem nie da się uciec, ale zdaje mi się, że ciekawszą interpretacją jest: życiem człowieka rządzi przypadek, wobec niego jesteśmy bezsilni.
Swoją drogą, jest to chyba najbardziej bezsensownie odstawiony na półkę film. Choć dużo w nim polityki, stanowi ona jedynie tło, ozdobnik, a nie clue.
2. Wielki biegTo też był półkownik.

Tym razem jednak nie ma w tym nic dziwnego. Dość lekki (w porównaniu do "Przypadku") film przedstawia zakłamanie stalinizmu prowadzące do zniszczenia wartościowych ludzi za pomocą historii o amatorskich biegu zorganizowanym dla uczczenia młodych przodowników pracy. Trafił w sedno. Chyba tylko "Człowiek na torze" go przebija.
3. ZnachorPo prostu piękna historia o dobrym, skrzywdzonym przez los człowieku.
4. VabankWiadomo, klasyk, zarówno jako komedia, jak też i jako film gangsterski. Zapewne jest to rola życia Jana Machulskiego.
5. DreszczeNie wiem, co mógłbym dodać do tego, co napisał już Kriejtiw. Kolejny wspaniały film psychologiczny Wojciecha Marczewskiego.
6. Rydwany ogniaNo, Mefju, nie tylko soundtrack Vangelisa robi ten film (chociaż wiadomo, że jest wspaniały). Przecież to jest przepiękna opowieść o rywalizacji, motywach działań różnych ludzi, jak również hołd dla pierwotnej, dawno wypaczonej idei sportu.
7. Nad złotym stawemJedyny film z Fondą ojcem, jaki znam, to jego ostatni, gdzie Henry już nie jest twardzielem, ale starym, zgryźliwym facetem, niemogącym pogodzić się ze światem. Fajnie, że jego córkę zagrała jego prawdziwa córka (Jane Fonda), bo oni rzeczywiście przez wiele lat byli skłóceni. Mamy wreszcie trzecie pokolenie, nastolatka w okresie dojrzewania, który musi jakoś znosić dziadka, którego nawet nie znał. Brawa za to, że udźwignięto ciężar przedstawienia trudnych stosunków rodzinnych i film nie stał się ckliwym kinem familijnym z happy endem. Poza tym: świetne aktorstwo (ciekawe, że Henry Fonda dostał jedynego Oscara właśnie za ten film).
8. RyśKróciutkie opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza zekranizowano jako pełnometrażowy film, więc siłą rzeczy muszą tu być dłużyzny, ale jakoś nie przeszkadzały mi za bardzo. Powolna akcja pozwala się skupić na szczegółach trudnego wyboru moralnego.
9. KapuśniaczekAle jaja, jedna z najlepszych komedii Louisa de Funèsa na 9. miejscu! W wielu rocznikach miałaby murowane pierwsze. Louis znowu spotyka kosmitów, tym razem nie jako żandarm, ale jako stary, krewki wieśniak. Co ciekawe, radzi sobie z tym faktem o wiele lepiej. W zasadzie każdy gag jest tu świetny, a jedyne, co mi się nie spodobało, to wetknięcie poważnego motywu przemijania. Nie lubię, gdy w czasie oglądania komedii robi mi się smutno.
10. Filip z konopiTo jest oczywiście niedoskonała zżynka z Barei, ale w pewnych aspektach jednak jest twórcza. Np. przedstawiono życie w blokach z wielkiej płyty jako funkcjonowanie molocha, gdzie wszyscy są identyczni i robią to samo. Dalej, nienaturalnie przygłośniono wszelkie skrzypienia sprężyn w łóżku czy podłogi, bulgotanie w rurach i rzężenie samochodu, co dało niezwykły, groteskowy efekt. Wreszcie mamy tu jedyną okazję, żeby w filmie zobaczyć w akcji jednocześnie kabaret TEY, Rudiego Schubertha i jajcarzy od Barei (Wiesław Gołas, Bożena Dykiel, Bronisław Pawlik).
Do dychy nie weszły bardzo dobre filmy, choćby "Człowiek z żelaza" (którego wielką zaletą jest uchwycenie na bieżąco klimatu społecznego w 1980 r.; z drugiej strony jest to jednak naiwny film propagandowy, w którym niezbyt gładko połączono część fabularną i dokumentalną - aczkolwiek nie jest jeszcze tak groteskowo jak potem w "Człowieku z nadziei"

), "Walka o ogień" (rekonstrukcja życia małpoludów w filmie fabularnym - wow!), "Amnestia" (prowadzący "Od przedszkola do Opola" jako nowe wcielenie Maćka Chełmickiego - i to całkiem udane) czy "Zmierzch tytanów" (mity greckie zawsze w sercu; zwłaszcza ujęło mnie to, że wykorzystano te mniej eksploatowane, głównie historię Perseusza).