Ojacieniemoge! Faktycznie mocarny rocznik. Też mógłbym ułożyć jeszcze drugą dychę.
1. Wiek zdradyObejrzałem kiedyś komedię o bardzo mało znanym i takim przesadnie patetycznym tytule, a okazało się, że to jedna z lepszych komedii, jakie dane mi było zobaczyć. Wspaniale lokowana w historycznych realiach (hmm, w sumie nie kojarzę żadnego innego filmu, którego czas akcji przypada na wyjątkowo ciekawy Rok Trzech Cesarzy - 69 n.e.), z niesamowitym humorem ("Tak, jestem chrześcijanką, ale nie jestem prostytutką"

), świetną galerią charakterów i bardzo dopracowaną fabułą (co rzadkie w prześmiewczych produkcjach).
2. Wallace & Gromit: Wściekłe gacieAnimacja genialna! Scena pogoni psa i pingwina na dachu zabawkowej kolejki elektrycznej powinna wejść do kanonu kina.

No i w 30 minutach zmieszczono tyle interesujących aluzji do innych filmów czy książek, że głowa mała.
3. Dzień świstakaJeśli już koniecznie w komedie muszą być wplatane jakieś poważne wątki, to chciałbym, żeby nie była to poważna choroba jednego z bohaterów, jak w "Dwóch zgryźliwych tetrykach", tylko mądre refleksje, jak tu. Spoko, śmiać się i zastanawiać nad sobą można. A tak poza tym - genialny był pomysł na ten film!
4. Dom duszZ pierwszego oglądania, jeszcze w dzieciństwie, na długo zapamiętałem scenę, kiedy staruszka ginie w wypadku samochodowym i przy tej okazji jej głowa urywa się i ląduje daleko od ciała. Jej obdarzona zdolnością jasnowidzenia córka chodzi po miejscu wypadku i znajduje głowę, ale jako że jest w 9. miesiącu ciąży, zaczyna w tej samej chwili rodzić.

Kosmos! Po kolejnych seansach stwierdzam jednak, że jest to bardzo klimatyczna saga rodzinna, generalnie osadzona całkiem nieźle w realiach historycznych, a jedynie z dodanymi na siłę wątkami realizmu magicznego. Piękna opowieść mimo wszystko... tylko tradycyjnie nie mogę znieść szorstkiego głosu Jeremy'ego Ironsa.
5. PajęczarkiUważam, że Barbara Sass jest świetną przedstawicielką kina kobiecego. Kolejna opowieść, która na długo została mi w pamięci. Dążące po trupach do celu bohaterki nie do końca są sympatyczne, ale czyż nie piękna jest ich młodzieńcza pewność siebie?
6. Kolejność uczućNie wiem, co Kriejtiw chce od tego filmu. Lekka, pełna humoru opowieść o krótkim flircie, który jednak o coś wzbogacił bohaterów. Tak to moim zdaniem powinno wyglądać, a nie pół godziny pseudointelektualnej dyskusji o tym, czy warto iść do łóżka, jak w "Niewinnych czarodziejach".

Hm, ja chyba w ogóle lubię wątek trudnej inicjacji seksualnej, który zajmuje tu zdecydowaną większość fabuły.
7. Komedia małżeńskaTytuł, choć banalny, oddaje sedno. To jest wzorzec komedii o perypetiach przeciętnej rodziny.
8. Dwaj zgryźliwi tetrycy"- Do dziewięćdziesiątki żyje się ostro... O czym to ja mówiłem?
- Do dziewięćdziesiątki żyje się ostro...
- Sam do tego doszedłeś? Moja krew!
- Nie, ty to mówiłeś.
- Aha. Do dziewięćdziesiątki żyje się ostro, a potem nagle zdajesz sobie sprawę, że już nie masz 81 lat...".
Większość filmu to świetna komedia, tylko że na koniec oczywiście trzeba było dać chorobę, samotność, przemijanie... Odechciało mi się śmiać, mimo że oczywiście później był happy end.
9. Trzy kolory. NiebieskiZ tego, co widziałem, to najgorszy film Krzysztofa Kieślowskiego. Przesadnie estetyczny. Masa scen symbolicznych, za którymi niewiele się kryje. I mało o wolności, która miała być tematem filmu (chociaż jeszcze gorzej pod tym względem jest w "Białym"). Ale jednak daje do myślenia, a rola zimnej... właśnie jak kolor niebieski Juliette Binoche jest więcej niż udana.
10. Łowca. Ostatnie starcieGdybym oglądał dzisiaj, pewnie byłoby to dla mnie żenujące, ale jednak jest to film dla dzieci, a ja jako dzieciak wiele razy świetnie się bawiłem oglądając "Łowcę". W sumie to taka biedniejsza, polska wersja "Kevina samego w domu".
Miała się zmieścić w dyszce "Bezsenność w Seattle", ale uznałem jednak, że o "Łowcy" ktoś musi wspomnieć, a nikt poza mną raczej tego nie zrobi.
