Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

czyli nie samym Queen człowiek żyje...

Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Maciej » 11 wrz 2013, o 19:21

Temat na opisanie waszych ulubionych wokali zarówno męskich jak i żeńskich.
Czyj głos cencie najbardziej i za co?. Kogo barwa, technika bądź interpretacja wywołuje u was ciarki?

Wokalistki może zrobię później ale wokaliści na ten moment, których najbardziej cenię to:

1.Freddie Mercury –wciąż number one. Technika, skala, emisja, ekspresja – ten człowiek miał wszystko. Plus pomysłowość w harmoniach wokalnych.

2.Ronnie James Dio- niewielki wzrostem ale płuca ze stali. Wokalna potęga. Ideał śpiewu w ciężkim rocku.

3.Jorn Lande – Pod względem barwy „syn Coverdale’a” ale ma jeszcze większą moc i siłę w głosie. Obecnie absolutnie najwyższa światowa półka, jedyny który z łatwością śpiewał piosenki Dio na tribucie.

4.David Coverdale – ekspresja i to coś w głosie, co sprawia że nie przejdziemy obok niego obojętnie. Uduchowiony w repertuarze bluesowym, ostry w kawałkach hard’n’heavy.

5.Krzysztof Cugowski – atomowe gardło jak to go ktoś kiedyś określił, pod względem głębi w głosie i emisji wokalu mało kto może się z nim równać nie tylko w Polsce ale i na świecie.

6.Glenn Hughes – zaśpiewa wszystko i w każdy sposób. Jego skala mimo upływa lat jest wciąż imponująca.Płynnie przechodzi od falsetu do chrypki.

7.Grzegorz Kupczyk – absolwent szkoły muzycznej w klasie śpiewu, perfekcyjny technicznie. Zachrypnięta barwa idealna do muzyki rockowej.

8.Paul Rodgers – mistrz interpretacji, nawet jak śpiewa proste słowa (a zazwyczaj takie śpiewa :lol: ) to nadaje im życie i wiarygodność.

9.Hansi Kursch- kiedyś nie przepadałem ale charakterystyczny bardowski styl spiewu, pozwala mu snuć opowieść głosem. Zresztą jego głos jest bardzo nietypowy potrafi być czysty, wysoki i zachrypnięty niemal jednocześnie.

10.Bruce Dickinson –klasyk, dziś tak górek już nie wyciąga jak w latach 80-tych ale to wciąż kawał głosu.
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
Avatar użytkownika
Maciej
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 1626
Dołączył(a): 22 lip 2005, o 11:10
Lokalizacja: Kraków
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Rob » 11 wrz 2013, o 19:32

To ja krótko:

1. Freddie Mercury,
2. Corey Taylor,
3. Till Lindemann,
4. David Gilmour,
5. Roger Taylor,
6. Marilyn Manson,
7. Brian Johnson,
8. Ray Charles,
9. Eric Clapton,
10. Rob Zombie,
11. Jim Morrison,
12. Justin Bieber,
13. 2pac,
14. Snoop Dogg.

1. Tina Turner,
2. Adele.
Rob
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2280
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 15 lis 2012, o 15:56
Lokalizacja: Wembley Stadium
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez OberstPrymas » 11 wrz 2013, o 22:25

Coverdale
Mercury
Plant
Hogarth
Fish
Morrison
Waters
LaBrie
Gillan
Rodgers
.....................
Kate Bush
Kasia Melua
Florence Welch (ta od Maszyny)
Elizabeth Fraser
Lana del Rey
Aretha Franklin
Natalie Imbruglia (mam słabość)
Gwen Stefani


Kolejność ogólnie losowa, ale ci/te wyżej są najbliżsi/sze mojego ucha.
Obrazek
Avatar użytkownika
OberstPrymas
William the Conqueror
William the Conqueror
 
Posty: 5380
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 24 kwi 2010, o 19:43
Lokalizacja: Świebodzice
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Navigator » 12 wrz 2013, o 11:06

Myślałem, że temat będzie "Najlepsi wokaliści (i wokalistki) (za wyjątkiem Freda)" bo to oczywiste :P no ale skoro nie ma wyjątku, to podam swoją listę:
Bruce Dickinson - niesamowity głos zwany "syreną alarmową" który towarzyszy mi już od 25 lat, i jeszcze się nie znudził :);
Freddie Mercury - za wszechstronną interpretację wokalną;
James Christian - chrypka na wysokim poziomie;
Ronnie Atkins - j.w.
David Coverdale - j.w.
Claus Lessmann - j.w.
Darren Wharton - najlepszy AOR-owy głos :)
Jeff Scott Soto;
Bob Catley;
Tobias Sammet;
Tony Martin;
Tommy Heart;
Bernie Shaw;
Biff Byford;
uff... wystarczy - ale pewnie znalazłoby się drugie tyle :)
Avatar użytkownika
Navigator
Hawk Man
Hawk Man
 
Posty: 72
Dołączył(a): 1 mar 2013, o 01:07
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez NAR » 12 wrz 2013, o 13:14

Na dzisiaj

1 Steve Hogarth

- Thom Yorke
- Fish
- Nick Cave
- Nick Drake
- Freddie Mercury
- Robert Plant
- Jim Morrison
- Tom Waits
- Serj

Za nimi Vedder, Gabriel oraz różne kobity. wszyscy do lepszego poznania.
Avatar użytkownika
NAR
William the Conqueror
William the Conqueror
 
Posty: 6589
Dołączył(a): 6 lut 2008, o 16:17
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez manwerty » 15 wrz 2013, o 06:41

Wokaliści
1.Eddie Vedder
2.Steve Hogarth
3.Freddie Mercury
4.Jim Morrison
5.Paul Rodgers
6.Robert Plant
7.Ronnie James Dio
8.Layne Staley
9.Art Garfunkel
10.Phil Collins

Nick Cave
Thom Yorke
Tom Waits
Roger Daltrey
Peter Gabriel
Ian Gillian
Czesław Niemen


Wokalistki
1.Lisa Gerrard
2.Kate Bush
3.Elizabeth Fraser
4.Bjork
5.PJ Harvey
6.Katie Melua (No oceniając tylko głos te wyżej są lepsze)
7.Nina Simone
8.Sade
9.Gaba Kulka
10.Beth Gibbons

Janis Joplin
Diana Ross
Norah Jones
Aretha Franklin
Anna Calvi
Lana del Rey
Rykarda Parasol
Avatar użytkownika
manwerty
Leroy Brown
Leroy Brown
 
Posty: 946
Dołączył(a): 25 lip 2012, o 18:40
Lokalizacja: kuj-pom
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez whoatemydinner » 15 wrz 2013, o 10:30

01. Thom Yorke
02. Freddie Mercury
03. Steve Hogarth
04. James Dean Bradfield
05. Jeff Mangum
06. Bruce Springsteen
07. Artur Rojek <3
08. Peter Gabriel
09. Roger Daltrey
10. Wayne Coyne

Mądra lista.

01. Maggie Reilly
02. Kate Bush
03. Suzanne Vega
04. Katie Melua
05. Adele

Niemądra lista.
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez KrzysiekP » 17 wrz 2013, o 22:18

Rankingów nie bedę robił, muzyka to nie zawody przec. Będzie tak:

Buckley,
Patton,
Mercury,
Vedder,
Staley,
Gillan,
Plant,
Dio,
Rodgers,
Coverdale/Hughes

Tak mi w sumie do łba przyszło.
Avatar użytkownika
KrzysiekP
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2222
Dołączył(a): 26 lut 2006, o 15:17
Lokalizacja: Wielkopolska
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Anunaki » 18 wrz 2013, o 18:17

1.Ronnie James Dio.
2.Freddie Mercury
3.Robert Plant
4.Paul Rodgers
5.Layne Staley
6.Ian Gillan
7.Mark Hollis
8.Fish
9.Carl McCoy
10.Peter Gabriel

1.Kate Bush
2.Lisa Gerrard
3.Beth Hart
4.Elizabeth Fraser
5.Tori Amos
6.PJ Harvey
7.Florence Welch
8.Janis Joplin
9.Aretha Franklin
10.Bjork
The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams
Avatar użytkownika
Anunaki
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2039
Dołączył(a): 6 mar 2009, o 13:27
Lokalizacja: Wrocław/Warszawa
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Atrus » 18 wrz 2013, o 18:54

Zacznę z grzeczności od wokalistek. Kolejność oczywiście przypadkowa, kryteria - maksymalnie subiektywne:

- Kate Bush
- Mercedes Sosa
- Fairuz
- Cesária Évora
- Lisa Gerrard
- Ewa Demarczyk
- Elizabeth Fraser
- Nina Simone
- Janka Diagliewa <3
- Rykarda Parasol
Obrazek

With my last breath I curse Zoidberg.
Avatar użytkownika
Atrus
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2581
Dołączył(a): 17 gru 2008, o 19:07
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Iskierka » 22 paź 2013, o 15:04

1.John Lennon
:angelic-cyan:
2.Ian Curtis :romance-inlove:
3.Ryszard Riedel :dance:
a 4 .Ozzy Osurbrne :twisted:
Iskierka
Hawk Man
Hawk Man
 
Posty: 167
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 20:05
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Maciej » 4 cze 2014, o 13:35

Maciej napisał(a):Wokalistki może zrobię później ale wokaliści na ten moment.

Słowo się rzekło, to po mężczyznach wypada wkleić własny ranking wokalistek ;)

1. Floor Jansen
Najbardziej wszechstronna wokalista jaką znam, zaśpiewa wszystko. Ostro rockowo, żaden problem, opera też, delikatnie popowo również, nawet growl jest w stanie zrobić. Fenomenalny głos.
2. Tarja Turunen
Klasa sama w sobie.
3. Annie Haslam
Najlepsza kobieta w rocku progresywnym, mimo upływu lat, niezmiennie.
4. Sharon den Adel
Nawet przy słabszym kawałku jej wokal robi kolosalną różnicę.
5. Lzzy Hale
Damski Axl Rose, tyle że z lepszym głosem. Lzzy nawet wystąpiła kiedyś ze Slashem ;).
Sonja Kraushofer
Uwielbiam jej barwę we wszystkich projektach.
7.Laurie Ann Haus
Gdyby Lisa Gerrard miała spiewającą młodszą siostrę, to z pewnościa mogłaby nią być Laurie. Eteryczna i genialna interpretacyjnie, mocno przesiąknięty world music jest jej śpiew. Wystąpiła kiedyś gościnnie w QW w coverze DCD :wink: .
8.Beth Hart
Janis Joplin XXI wieku.
9.Maja Konarska
Od dekady na emeryturze, ale to coś w głosie i po latach działa.
10. Janet Gardner.
Jeśli miałbym sobie wyobrazić jak wygląda mocny, przebojowy, lekko zachrypnięty rockowy wokal u kobiety – to właśnie tak.

Tori Amos
Kari Rueslatten
Emillie Autumn
Simone Simons
Florence Welch
Masza Archipowa
Cristina Scabbia
Anneke van Giersbergen
Amanda Somerville
Heather Findlay
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
Avatar użytkownika
Maciej
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 1626
Dołączył(a): 22 lip 2005, o 11:10
Lokalizacja: Kraków
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez zinger menu » 4 cze 2014, o 20:47

Uwielbiam wątki o wokalistach, uwielbiam klasyfikować wokalistów, uwielbiam analizować wokale!!!!!!!!!!111111!!!oneonejeden111!

Zacznę jednak od op*erdalania was za wasze głupie postulaty.
Maciej napisał(a):9.Hansi Kursch- kiedyś nie przepadałem ale charakterystyczny bardowski styl spiewu, pozwala mu snuć opowieść głosem. Zresztą jego głos jest bardzo nietypowy potrafi być czysty, wysoki i zachrypnięty niemal jednocześnie.

Cała reszta listy jest całkiem w porządku i nie ma się do czego przyczepić, ale żeby Blind Guardian zestawiać z wokalistami Deep Purple, Freddie'm Mercurym i Paulem Rodgersem :( Bardzo mnie to zabolało. Ciężko mi powiedzieć, jaki jest śpiew Kurscha pod względem technicznym, i nawet nie bardzo mnie to obchodzi, bo w moich oczach dyskwalifikuje go sama twórczość zespołu, którego jest liderem. Kicz, tandeta, śmieszny patos. Zresztą, egzaltowany wokal Hansiego, który tak głęboko przeżywa przygody elfów i hobbitów, o których śpiewa, idealnie się wpisuje w tę karykaturalną konwencję. Dla mnie muzyka takich epic-metalowych zespołów, to trochę tak jakbym słuchał składanki z piosenkami z bajek Walta Disneya i zachwycał się, jaki ta Edytka ma zaj*bisty wokal, kontemplując utwór z Pocahontas. No ciężko.
whoatemydinner napisał(a):07. Artur Rojek <3 (...) Mądra lista

Bez tego nazwiska może byłaby mądra. Rojek śpiewa przyzwoicie. Gdyby mój kolega tak śpiewał, to może nawet byłbym pod wrażeniem. Ale jakim cudem trafia do Twojego zestawienia razem z tak wielkimi nazwiskami jak Mercury, Hogarth, no i pokonuje Daltreya??? :( Zgłoszę to do prokuratury. No i z tym Gabrielem, to też gruba przesada, żeby go w czołówce wokalistów wszech czasów umieszczać.
OberstPrymas napisał(a):Waters

Jajcarz z Ciebie ;) Nie powiem, fajnie się Watersa słucha, pięknie wyraża emocje, ale to nawet ciężko śpiewem nazwać. Po prostu raz krzyczy, raz mruczy, raz głośniej, raz ciszej, raz wyżej, raz niżej. No i generalnie fałsz to u niego taka norma, standard.
Rob napisał(a):12. Justin Bieber,

Wiesz, tu nie chodzi nawet o to, że on jakoś źle śpiewa, czy coś, bo śpiewa przecież przyzwoicie, ale... ale np. Janusz Radek śpiewa wybitnie, a jednak jakoś tak głupio byłoby go umieścić na liście obok Mercury'ego, Raya Charlesa, Jima Morrisona, czy kogo tam jeszcze masz. No po prostu nie wypada, przez szacunek dla zmarłych :P

Tymczasem moja lista 30 ulubionych wokalistów z opisami już prawie gotowa. Tzn. lista jest gotowa, ale skomentowałem na razie dopiero 20 postaci figurujących na tej liście, zostało jeszcze 10. Pewnie jutro, albo pojutrze będziecie mogli podziwiać moje wynurzenia.
Avatar użytkownika
zinger menu
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 463
Dołączył(a): 28 mar 2008, o 14:34
Lokalizacja: dzikie kraje
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez whoatemydinner » 4 cze 2014, o 21:38

zinger menu napisał(a):
whoatemydinner napisał(a):07. Artur Rojek <3 (...) Mądra lista

Bez tego nazwiska może byłaby mądra. Rojek śpiewa przyzwoicie. Gdyby mój kolega tak śpiewał, to może nawet byłbym pod wrażeniem. Ale jakim cudem trafia do Twojego zestawienia razem z tak wielkimi nazwiskami jak Mercury, Hogarth, no i pokonuje Daltreya??? :( Zgłoszę to do prokuratury. No i z tym Gabrielem, to też gruba przesada, żeby go w czołówce wokalistów wszech czasów umieszczać.

Dla mnie wokal ma drugorzędne znaczenie jeśli chodzi o odbiór muzyki, ale szczerze mówiąc... jak już, to im bardziej płaczliwy i irytujący, tym lepiej. Stąd uwielbiam na przykład Thoma Yorke'a czy Jeffa Manguma - ich wokale są bardzo charakterystyczne i najczęściej dzielą ludzi. Wielu nie potrafi zdzierżyć zawodzenia Yorke'a w co bardziej rozemocjonowanych kawałkach Radiohead (The Tourist), jego znudzonego niskiego głosu (I Will) czy w końcu po prostu dość żeńsko brzmiącego głosu w naturalnym rejestrze, który często zbliża się brzmieniowo do falsetu (za dużo kawałków by można było wymienić). Ja osobiście to uwielbiam. To samo przy Mangumie, który przekłada zakręcone, chwilami wręcz niedorzeczne teksty na In the Aeroplane over the Sea na coś, w co mogę uwierzyć. Oba wokale mają tę jakość, że brzmią jak ludzie, którzy nie potrafią śpiewać ładnie czy technicznie genialne, ale nadrabiają czystymi emocjami. To nie są głosy wokalistów, których się przyjemnie słucha do kawki. To są głosy, które brzmią jak głosy ludzi, którzy bardzo się starają, z całych sił, ale... nie mogą przebić jakiś przeszkód, świat się okazuje dla nich niemiły. Już w samych ich głosach to słychać, nawet tekstów nie trzeba znać. I to jest ta cecha, która charakteryzowała wszystkich tych dla których muzyka niesie ze sobą wartość dydaktyczno-fabularną, od nosowego podśpiewywania Dylana po rozhisteryzowanego Watersa. Dla mnie te głosy to naturalna kontynuacja tego trendu. Podobnie słychać to u wiecznie pogodzonego z życiem Wayne'a Coyne'a i oczywiście u drugiego króla "trudnych" wokali - Steve'a Hogartha. :wink:

I tutaj wchodzi Rojek. Nie będę udawał - ja Rojka uważam za polskiego Thoma Yorke'a. Pół żartem, pół serio. Moim zdaniem ich wokale mają tę wspólną cechę, o której mówiłem w poprzednim akapicie. Ale chodzi też o coś innego; wokal Rojka jest dla mnie świetną odpowiedzią na moim zdaniem dość zhomogenizowany charakter głosów polskich wokalistów. Nie zrozumcie mnie źle - nie słucham, niestety, za dużo polskiej muzyki. Ale gdy myślę o śpiewakach, którzy zagościli w masowej psyche jeśli chodzi o klasykę polskiego wokalu, mamy głównie do czynienia z wokalami mocnymi lub dość spokojnymi, przyjemnymi. Artur przeciwstawia się temu trendowi i za to bardzo lubię jego wokal. Nawet najbardziej głupawe teksty Myslovitz w jego wykonaniu nabierają życiowych wartości IMO, a w tych momentach, w których już same teksty naprawdę do mnie przemawiają - klękajcie narody, nie zamieniłbym Rojka nawet na Mercury'ego. Ale z drugiej strony... wokal Rojka, pomimo tej emocjonalności, czasami po prostu przechodzi w karykaturę. I o ile u niektórych wokalistów ta karykaturalność jest to nie do zniesienia (LaBrie) to u Rojka... brzmi po prostu pociesznie. Facet naprawdę, NAPRAWDĘ wierzy w to co śpiewa. Ja się uśmiechając pod nosem z wokalu nie śmieję z niego - śmieję się z nim. :)

Dzisiaj pewnie gdybym robił ten ranking, wyglądałby nieco inaczej (pewnie Watersa bym wcisnął. Choć tak jak mówię - wokal ma jednak dla mnie znaczenie najczęściej jako albo interpretator tekstu, albo dodatek do instrumentarium, więc nie widzę sensu robienia teraz takiego zestawienia, bo... nie jest to temat, który mnie niesamowicie fascynuje, bo choćby sprawy techniczne w śpiewie są absolutnie na drugim biegunie jeśli chodzi o to, co w muzyce dla mnie BARDZO ważne. :P I jeszcze co do Gabriela: kocham jego teatralność. Potrafi pretensjonalność zamienić w coś strawnego, z dużą dawką i emocji i poczucia humoru. Po prostu cenię u niego umiejętność wcielania się w różnorakie role gdy śpiewa.
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez zinger menu » 4 cze 2014, o 23:04

No cóż, zatem są różnice między naszymi podejściami do muzyki.
whoatemydinner napisał(a):Dla mnie wokal ma drugorzędne znaczenie jeśli chodzi o odbiór muzyki

A dla mnie zawsze był bardzo ważny ;) Zresztą, to zależy trochę od charakteru muzyki. Są zespoły, gdzie wokal rzeczywiście nie odgrywa jakiejś wielkiej roli, nie wychodzi tak bardzo na pierwszy plan - Wishbone Ash, Dire Straits, King Crimson na niektórych albumach, Rush... Są wreszcie grupy, w których wokal jest swoistym elementem tła, albo w ogóle sporadycznie się pojawia - tu można wymienić choćby Focus, Gryphon, Gong, Caravan i przede wszystkim całą masę zespołów krautrockowych, jak Popol Vuh, Ash Ra Tempel, Amon Duul II itp. Albo taki Mike Oldfield - totalny brak wokalu, przynajmniej na najważniejszych albumach ;) To, jak duże znaczenie ma dla mnie wokal, zależy właściwie od intencji twórców danej muzyki, od przeznaczenia danego utworu/albumu. Jeśli wokal jest nieco "schowany", głęboko zanurzony w morzu dźwięków instrumentalnych, to nie odgrywa dla mnie wielkiej roli. Jeśli jednak wokal jest wypychany wyraźnie na pierwszy plan, to nic dziwnego, że się na nim w dużym stopniu skupiam, nie sposób go tak zignorować.
Zmierzam do tego, iż w muzyce Myslovitz, aczkolwiek zaznaczam, że jestem absolutnym laikiem w temacie tego zespołu, wokal zdaje się być na pierwszym planie i ma przykuwać uwagę słuchacza. W związku z tym przykuwa moją uwagę i mnie wkurza. Podobnie zresztą jak wokal Yorke'a!
whoatemydinner napisał(a):Nie będę udawał - ja Rojka uważam za polskiego Thoma Yorke'a.

Dokładnie tak! Mnie też się od zawsze Yorke kojarzył z Rojkiem (bo tego drugiego znałem wcześniej, niż lidera Radiohead)! Tyle że z mojej strony nie jest to niestety komplement w stronę Rojka, poza tym oczywiście Yorke, mimo że jego też nie trawię, jest dziesięć razy lepszy.
whoatemydinner napisał(a):Oba wokale mają tę jakość, że brzmią jak ludzie, którzy nie potrafią śpiewać ładnie czy technicznie genialne, ale nadrabiają czystymi emocjami. To nie są głosy wokalistów, których się przyjemnie słucha do kawki. To są głosy, które brzmią jak głosy ludzi, którzy bardzo się starają, z całych sił, ale... nie mogą przebić jakiś przeszkód, świat się okazuje dla nich niemiły. Już w samych ich głosach to słychać, nawet tekstów nie trzeba znać.

No dobra, ja nie przeczę, że są wokaliści, którzy pomimo uderzających braków technicznych, potrafią pięknie zarażać słuchaczy emocjami, ale istnieją również wokaliści, którzy są zarówno wybitni technicznie, jak i czarujący pod względem siły wyrazu, przekazu emocjonalnego. Mam takie dziwne wrażenie, że w Twoim przekonaniu warunkiem koniecznym wiarygodności emocji wyrażanych śpiewem jest daleko posunięta nieudolność wokalna wykonawcy. To nie ma sensu. Można śpiewać wybitnie technicznie, a przy tym czarować emocjami! Taki choćby Paul McCartney śpiewał o niebo profesjonalniej od Twojego Rojka, a przecież emocje, jakie potrafił zafundować w utworach pokroju "Golden slumbers", to ósmy cud świata. Albo Layne Staley, Chris Cornell, David Byron... Nie rozumiem, dlaczego wokalista musi śpiewać cienko, aby być wiarygodnym emocjonalnie.
whoatemydinner napisał(a):wokal Rojka, pomimo tej emocjonalności, czasami po prostu przechodzi w karykaturę. I o ile u niektórych wokalistów ta karykaturalność jest to nie do zniesienia (LaBrie) to u Rojka... brzmi po prostu pociesznie. Facet naprawdę, NAPRAWDĘ wierzy w to co śpiewa.

To tym gorzej, skoro wyśpiewuje jakieś grafomańskie dyrdymały :P Wolałbym myśleć, że w to nie wierzy :P
Poza tym, ogólnie nie przepadam za jakimś dydaktycznym, "życiowym" przekazem w piosenkach rockowych. W 99% przypadków efekt jest karykaturalny, bo nasi kochani rockmani nie są wielkimi mędrcami ani wybitnymi filozofami i poruszanie przez nich takich ekstrapoważnych tematów w piosenkach kończy się groteską, infantylną próbą moralizowania. Emocje malowane przez wokalistę nie muszą wiązać się z jakimiś PRAWDAMI RZYCIOWYMI - wolę, gdy wokalista nie udaje filozofa i śpiewa albo o rzeczach totalnie abstrakcyjnych, surrealistycznych (jak Jim Morrison, albo Greg Lake), które można sobie rozumieć, jak kto chce, bo liczą się emocje, a nie jakaś wartość edukacyjna, albo o sprawach bardziej życiowych, lecz w sposób prosty, szczery, uczciwy, bez lansu na WJELKOM GŁEMBIE.
whoatemydinner napisał(a):wokal ma jednak dla mnie znaczenie najczęściej jako albo interpretator tekstu,

No dla mnie właśnie tekst jest w muzyce rozrywkowej aspektem drugorzędnych, ze względów opisanych powyżej. W kawałkach rockowych nie spodziewam się jakichś wielkich mądrości, wartych głębszej refleksji i zadumy, dlatego nie za bardzo skupiam się na tekście. Koncentruję się na emocjach wyrażanych poprzez śpiew - tekst jest dla mnie tak jakby nośnikiem głosu, nie na odwrót ;) Zamiast wsłuchiwać się w to, co tam podmiot liryczny bredzi w mało mądrym tekście, wolę snuć własne skojarzenia budowane na podstawie uczuć, które wywołuje we mnie dana muzyka.
Avatar użytkownika
zinger menu
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 463
Dołączył(a): 28 mar 2008, o 14:34
Lokalizacja: dzikie kraje
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez whoatemydinner » 4 cze 2014, o 23:40

Przede wszystkim, tak jak mówię: nie znam się na wokalu. Na realizacji dźwięku i produkcji? W miarę, bo się w tym kierunku kształcić chcę. Na instrumentalnych kwestiach? Potrafię coś tam zagrać na kilku instrumentach, więc też coś czuję że mogę trochę oceniać. ;) Ale zaraz przy okazji też coś o tym. A z wokalem jak to jest...
zinger menu napisał(a):Nie rozumiem, dlaczego wokalista musi śpiewać cienko, aby być wiarygodnym emocjonalnie.

No właśnie tak to jest, że tutaj dochodzimy do sedna, które jest smutną refleksją na temat mojego egoizmu: sam mam niesamowicie cienki, słaby głos gdy śpiewam, więc niesamowicie łatwo jest mi się identyfikować z wokalami tego typu. ^^ Ciągnie swój do swego, jak to się mówi.

Jeśli wokal jest nieco "schowany", głęboko zanurzony w morzu dźwięków instrumentalnych, to nie odgrywa dla mnie wielkiej roli. Jeśli jednak wokal jest wypychany wyraźnie na pierwszy plan, to nic dziwnego, że się na nim w dużym stopniu skupiam, nie sposób go tak zignorować.

Joł, tu pełna zgoda. Ale ja podświadomie kieruję swoją uwagę na to, co się dzieje w podkładzie - a to jakiś syntezator się pojawi w lewym kanale, ale to bas coś ciekawego zagra, a to John Lennon krzyknie "Fucking hell"... mam czas koncentracji bliski zeru, przez co moja uwaga skacze z rzeczy na rzecz. Poza tym, w prawdziwie lewackiej tradycji ( ;) ) staram się nie faworyzować jakiegoś instrumentu. Nawet, jeśli wokal jest na przodzie, to mimo wszystko spróbuję trochę się skupić też na tym, co się dzieje w tle. I żeby nie było, to nie jest tylko tak ze śpiewem - czasem przy solówce w Comfortably Numb czy zakończeniu Ommadawn potrafię się zagubić w głębokim basie / afrykańskich bębnach zamiast słuchać tego, co gitara wyczynia. Od taka moja przypadłość, proszę nie bić.

Taki choćby Paul McCartney śpiewał o niebo profesjonalniej od Twojego Rojka, a przecież emocje, jakie potrafił zafundować w utworach pokroju "Golden slumbers", to ósmy cud świata. Albo Layne Staley, Chris Cornell, David Byron...

Rozumiem, o co ci chodzi, ale jakiś czas temu coś się we mnie przestawiło i od tamtego czasu zacząłem wierzyć, że umiejętności techniczne zabijają szczerość. Rozumiem, jeśli nazwiesz mnie w tym momencie, nawet nie wprost, idiotą albo naiwniakiem, ale... nie wiem. Zauważyłem, że wykonawcy, którzy nie są wybitnie uzdolnieni jeśli chodzi o umiejętności tradycyjne wykonawcze po prostu zdecydowanie bardziej poruszają mnie. Dlatego przestałem się od jakiegoś czasu ekscytować progresywnym rockiem, metalem itd. - gatunkami, w których wirtuozeria wychodzi na przód. Mike Oldfield jeśli chodzi o to jest wyjątkiem, ale on mimo wszystko potrafi wydoić emocję ze swojej gry. No, ale to jest zupełnie inny temat, bo gitara. Jeśli chodzi o wokal - zdarzają się też (rzadko) jakieś wyjątki od tej reguły. Daltrey w Love Reign O'er Me, Mercury w The Show Must Go On... W tych kawałkach faktycznie czuję emocje, również przez naprawdę silne głosy wokalistów. Ale generalnie mam odwrotnie, i tu smuteczek.

Emocje malowane przez wokalistę nie muszą wiązać się z jakimiś PRAWDAMI RZYCIOWYMI - wolę, gdy wokalista nie udaje filozofa i śpiewa albo o rzeczach totalnie abstrakcyjnych, surrealistycznych (jak Jim Morrison, albo Greg Lake), które można sobie rozumieć, jak kto chce, bo liczą się emocje, a nie jakaś wartość edukacyjna, albo o sprawach bardziej życiowych, lecz w sposób prosty, szczery, uczciwy, bez lansu na WJELKOM GŁEMBIE.

Ja WIELKOM GŁEMBIE lubię w tekstach, tę sporą dawkę pretensjonalizmu, zupełnie odwrotnie niż w moim podejściu do muzyki (:lol:). Dlatego może tak bardzo lubię Manic Street Preachers, gdzie James Dean Bradfield potrafi mnie przekonać, że "I laughed when Lennon got shot / 21 years of living and nothing means anything to me" to NAPRAWDĘ świetna linijka tekstu, która choć kiczowata i do bólu culus narzucająca coś słuchaczowi, to jakąś tam ideę ze sobą niosąca. To jest chyba temat na inny wątek, coś o tekstach w muzyce... Ale generalnie - mój gust w tekstach jest całkiem odseparowany od gustu w muzyce zazwyczaj, ale z reguły lubię, gdy pretensjonalne teksty są interpretowane przez słabe wokale. To się chyba nazywa fachowo masochizm.

Zamiast wsłuchiwać się w to, co tam podmiot liryczny bredzi w mało mądrym tekście, wolę snuć własne skojarzenia budowane na podstawie uczuć, które wywołuje we mnie dana muzyka.

O, takie ostatnio coś miałem przy słuchaniu Neu! Chyba fakt, że to muzyka instrumentalna i nawet, jeśli pojawia się wokal to coś tam bredzi albo śpiewa po niemiecku którego za grosz nie rozumiem pomaga. Generalnie - znajomość angielskiego czuję, że spaczyła moją możliwość całkowicie naiwnego i niewinnego podejścia do muzyki anglojęzycznej. Może to stąd próbuję nadrobić zamiłowaniem do relatywnej słabości wykonawczej?
Avatar użytkownika
whoatemydinner
Fairy King
Fairy King
 
Posty: 2679
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 12:37
Lokalizacja: Wa-wa / Gdynia
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Maciej » 5 cze 2014, o 11:39

zinger menu napisał(a):.
Maciej napisał(a):9.Hansi Kursch- kiedyś nie przepadałem ale charakterystyczny bardowski styl spiewu, pozwala mu snuć opowieść głosem. Zresztą jego głos jest bardzo nietypowy potrafi być czysty, wysoki i zachrypnięty niemal jednocześnie.

Cała reszta listy jest całkiem w porządku i nie ma się do czego przyczepić, ale żeby Blind Guardian zestawiać z wokalistami Deep Purple, Freddie'm Mercurym i Paulem Rodgersem :( .


To nie jest temat o ulubionych wykonawcach czy tekściarzach, dotyczy wokalu i to on przesądza o miejscu na liście, w innym przypadku Kurscha nie byłoby na liście. Blind Guardian to nie jest do końca moja bajka i lubię tylko niektóre wybrane rzeczy (i wbrew pozorom sporo z nich Tolkienem i hobbitami ma mało wspólnego).

Natomiast mam szacunek do nietuzinkowego głosu Kurscha i jego ogromnych umiejętności wokalnych, bo nagrywanie po 100 nakładek wokalnych w różnych tonacjach i robienie różnych bardzo zaawansowanych wielogłosów przez tylko jedną osobę, to jest żywcem przeniesienie tego co robił wokalnie Queen, wręcz w jeszcze bardziej posuniętej formie. W czasach gdy wszyscy chcą wszystko szybko, pro-toolsy, komputery i inne rzeczy wkroczyły do świata muzyki. Facet, który kładzie nacisk na koronkowe aranże wokalne, które sam wykonuje jest godzien braw, bo talent wokalny ma nieprzeciętny, a o nim tu teraz mówimy.

Nie lubię cytować cioci wiki, ale akurat to ładnie ujęła :
wikipedia napisał(a):.
Utwory Kürscha charakteryzują się zwykle zastosowaniem overdubbingu. Partie wokalne nagrywane są przez jedną osobę w wielu wersjach, po czym nakłada się je na siebie. Technikę tę stosował także m.in. Freddie Mercury, którego Kürsch jest wielkim fanem. Połączenie overdubbingu z bardzo szeroką skalą głosu Niemca, sprawia, że jego nagrania do złudzenia przypominają śpiew chóru


Zdarza się że Kurscha nazywają „Mercurym heavy metalu”i nawet jeśli jest to trochę przesada, to coś jest na rzeczy, szczególnie, że główna płyta BG nie bez kozery nazywa się „A Night at the Opera”. Sam Kursch jest uznawany za jednego z najbardziej znaczących metalowych wokalistów ostatnich 25 lat, mimo że bardzo daleki jestem od gloryfikowania BG, bo jak wspominałem, nie jest to zespół, którego jakoś specjalnie słucham. Co nie zmienia faktu, że wokalistą jest nieprzeciętnym. Plus niecodzienna barwa, wysoki głos i zachrypnięty jednocześnie, to się rzadko zdarza.

Początkowo na liście w tym miejscu miał być Russell Allen, z którym jest podobna sytuacja. Wielki głos, ale lubię go głównie w projektach kultowego Arjena Lucassena (u którego występował też Kursch) i gościnnie. Natomiast jego macierzystej formacji, prog-metalowego Symphony X słucham bardzo mało.

Poza tym robienie listy, na której są same dinozaury (z całym szacunkiem), byłoby bardzo jednowymiarowe, bo nagle by się okazało, że śpiewać umieją tylko goście, którzy nie żyją albo mają 60+ :wink: .
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
Avatar użytkownika
Maciej
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 1626
Dołączył(a): 22 lip 2005, o 11:10
Lokalizacja: Kraków
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez zinger menu » 5 cze 2014, o 20:28

whoatemydinner napisał(a):Przede wszystkim, tak jak mówię: nie znam się na wokalu. Na realizacji dźwięku i produkcji? W miarę, bo się w tym kierunku kształcić chcę. Na instrumentalnych kwestiach? Potrafię coś tam zagrać na kilku instrumentach, więc też coś czuję że mogę trochę oceniać. ;) Ale zaraz przy okazji też coś o tym. A z wokalem jak to jest...

No, może Cię to trochę tłumaczy :P Ja w sumie na wokalu znam się najbardziej, sam się tym zajmuję, wręcz pasjonuję, więc siłą rzeczy bardzo zwracam na to uwagę (aczkolwiek nie powiedziałbym, że bardziej niż na instrumenty, bo jednak instrumentalna aranżacja to absolutny fundament muzyki).

whoatemydinner napisał(a):Jeśli chodzi o wokal - zdarzają się też (rzadko) jakieś wyjątki od tej reguły. Daltrey w Love Reign O'er Me, Mercury w The Show Must Go On...

Akurat Daltrey w moim przekonaniu śpiewał bardzo emocjonalnie i wcale też nie był perfekcyjny technicznie - na koncertach był od perfekcji bardzo daleki, w tych bardziej wymagających kawałkach The Who ;) Ja czuję wielkie emocje w jego głosie i właśnie ten potężny wokal bardzo dobrze nadaje się do ich wyrażania. Niektóre uczucia najlepiej wyraża krzyk. I jeśli chodzi o Daltreya, to ja to słyszę nie tylko w "Love reign o'er me", ale też w całej masie innych utworów: "Christmas" (koniecznie posłuchaj w całości, jeśli nie znasz), "I'm free", "Doctor Jimmy", "Sea and sand", "5 15", "The song is over". Wyraźnie różnimy się w identyfikacji emocji niesionych przez śpiew ;)

whoatemydinner napisał(a):Ja WIELKOM GŁEMBIE lubię w tekstach, tę sporą dawkę pretensjonalizmu, zupełnie odwrotnie niż w moim podejściu do muzyki (:lol:). Dlatego może tak bardzo lubię Manic Street Preachers, gdzie James Dean Bradfield potrafi mnie przekonać, że "I laughed when Lennon got shot / 21 years of living and nothing means anything to me" to NAPRAWDĘ świetna linijka tekstu, która choć kiczowata i do bólu culus narzucająca coś słuchaczowi, to jakąś tam ideę ze sobą niosąca.

No dobra, ale w tej linijce tekstu nie ma jakiejś próby nakreślenia wyrafinowanej, głębokiej myśli - słowa są proste i szczere. Jak napisałem, w muzyce rockowej dwa rodzaje tekstów mi odpowiadają: abstrakcyjne/surrealistyczne, które można interpretować dowolnie, oraz proste, bezpośrednie, dosłowne, w których autor nie usiłuje lansować się na jakiegoś poetę.
whoatemydinner napisał(a):Ale generalnie - mój gust w tekstach jest całkiem odseparowany od gustu w muzyce zazwyczaj, ale z reguły lubię, gdy pretensjonalne teksty są interpretowane przez słabe wokale. To się chyba nazywa fachowo masochizm.

;)
whoatemydinner napisał(a):O, takie ostatnio coś miałem przy słuchaniu Neu! Chyba fakt, że to muzyka instrumentalna i nawet, jeśli pojawia się wokal to coś tam bredzi albo śpiewa po niemiecku którego za grosz nie rozumiem pomaga. Generalnie - znajomość angielskiego czuję, że spaczyła moją możliwość całkowicie naiwnego i niewinnego podejścia do muzyki anglojęzycznej. Może to stąd próbuję nadrobić zamiłowaniem do relatywnej słabości wykonawczej?

Sugerujesz mi, że nie umiem angielskiego :?: :D
Poniekąd słusznie ;) Jestem niestety totalnym beztalenciem językowym i o ile tekst czytany jeszcze w miarę rozumiem, to na tekst śpiewany jestem niemal całkowicie odporny. Czasem z ciekawości sobie przeczytam tekst jakiejś piosenki i często mi się podoba, bo na szczęście w rocku progresywnym zazwyczaj mamy do czynienia z tekstami bez głębokiego, życiowego przesłania, a jeśli już, to jest ono ukryte w ramach drugiego dna, więc nie jest jakoś nachalnie wciskane słuchaczowi ;) Osobiście wolę, gdy tekst przemawia do wyobraźni, niż gdy stara się mnie zafascynować filozofią autora. Jako przykład tekstu, który bardzo mi podchodzi, mogę podać "July morning" Uriah Heep. Jako przykład tekstu, który mnie irytuje i denerwuje ze względów, które wyżej rozlegle opisałem, mogę podać "W życiu piękne są tylko chwile" Rysia Riedla.

Maciej napisał(a):To nie jest temat o ulubionych wykonawcach czy tekściarzach, dotyczy wokalu i to on przesądza o miejscu na liście, w innym przypadku Kurscha nie byłoby na liście. Blind Guardian to nie jest do końca moja bajka i lubię tylko niektóre wybrane rzeczy (i wbrew pozorom sporo z nich Tolkienem i hobbitami ma mało wspólnego).

No ale tak jak pisałem, ciężko jest moim zdaniem oderwać wokal od tego, co jest śpiewane. Czy podniecalibyśmy się wokalem jakiegoś typa, który przez całe życie wykonuje Smerfne Hity? Po prostu ciężko by było skupić się na samym wokalu. To ja mam podobnie z Kurschem, bo to, co śpiewa, to są swego rodzaju Smerfne Hity, przynajmniej pod względem treści ;) Poza tym, jeśli już miałbym ogarnąć tylko i wyłącznie wokal, to nie wydaje mi się, bym uznał Kurscha za wybitnego wokalistę. Dla mnie jednak jego maniera wokalna, zwłaszcza w tych najwyższych dźwiękach, jest irytująca - po prostu kiepsko to brzmi, moim zdaniem. Te bardziej wypośrodkowane tonalnie dźwięki śpiewa bardzo ładnie, ale znajdzie się cała masa wybitniejszych wokalistów od niego.
Maciej napisał(a):Co nie zmienia faktu, że wokalistą jest nieprzeciętnym. Plus niecodzienna barwa, wysoki głos i zachrypnięty jednocześnie, to się rzadko zdarza.

Wysoki głos i zachrypnięty jednocześnie - rzadko się zdarza? Szalenie powszechną w muzyce rockowej techniką wydobywania z siebie najwyższych dźwięków jest nap*erdalanie gardłem, co oczywiście owocuje chrypą. I można wymienić mnóstwo wokalistów, którzy śpiewając wysokie dźwięki, mają zachrypłą barwę głosu: Bruce Dickinson, James Hetfield, Steven Tyler, Chris Cornell, Axl Rose, David Coverdale, Roger Daltrey, Layne Staley, czasem Paul McCartney... Więc chrypa na wysokich nutach to absolutnie nic niecodziennego.
Maciej napisał(a):Poza tym robienie listy, na której są same dinozaury (z całym szacunkiem), byłoby bardzo jednowymiarowe, bo nagle by się okazało, że śpiewać umieją tylko goście, którzy nie żyją albo mają 60+

Ale dlaczego same dinozaury??? Jest masa "świeższych" wokalistów - choćby wymienieni przeze mnie Chris Cornell i Layne Staley, ale także Daniel Gildenlow, Eddie Vedder, George Michael ;) Naprawdę jest z czego wybierać, nie trzeba się ograniczać do czasów prehistorycznych ;)
Avatar użytkownika
zinger menu
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 463
Dołączył(a): 28 mar 2008, o 14:34
Lokalizacja: dzikie kraje
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez zinger menu » 5 cze 2014, o 20:45

Jeszcze do tego zapomniałem się odnieść:
Maciej napisał(a):Nie lubię cytować cioci wiki, ale akurat to ładnie ujęła :
wikipedia napisał(a):.
Utwory Kürscha charakteryzują się zwykle zastosowaniem overdubbingu. Partie wokalne nagrywane są przez jedną osobę w wielu wersjach, po czym nakłada się je na siebie. Technikę tę stosował także m.in. Freddie Mercury, którego Kürsch jest wielkim fanem. Połączenie overdubbingu z bardzo szeroką skalą głosu Niemca, sprawia, że jego nagrania do złudzenia przypominają śpiew chóru

Zdarza się że Kurscha nazywają „Mercurym heavy metalu”i nawet jeśli jest to trochę przesada, to coś jest na rzeczy, szczególnie, że główna płyta BG nie bez kozery nazywa się „A Night at the Opera”.

Właśnie to utarte już porównanie Kurscha do Mercury'ego jest moim zdaniem krzywdzące dla Freddie'go. Owszem, Hansi jest fanem Mercury'ego, naśladuje go w kwestii nakładania ścieżek wokalnych, ale to, co najważniejsze - barwy głosu mają kompletnie inne, technikę też. Jest pewne podobieństwo w kwestii niektórych praktyk, jak właśnie te nakładki, ale brzmieniowo i technicznie bardzo się różnią.
A jeśli chodzi o główną płytę Blind Guardian, to zawsze miałem wrażenie, że jest to raczej "Nightfall in Middle-Earth" ;) Zdania na temat "A Night at the Opera" wydają się podzielone w gronie fanów BG.
Avatar użytkownika
zinger menu
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 463
Dołączył(a): 28 mar 2008, o 14:34
Lokalizacja: dzikie kraje
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Maciej » 7 cze 2014, o 18:32

Podobno nie zwracasz uwagi na teksty, mnie jak mi nie odpowiadają teksty, to się skupiam na kompozycji, aranżu, wokalu itd., mogliby nawet śpiewać po chińsku :wink: . Było nie było poruszamy się cały czas w obszarze muzyki rockowej z muzykami, którzy są conajmniej dobrymi instrumentalistami, z kilkoma kawałkami wręcz wybitnymi..
Może przeciętni fani wolą, ale krytka i ci którzy wolą bardziej ambitniejsze granie a niekoniecznie są fanami BG, z tego co zauważyłem wybierają raczej ANATO.

Nie zrozumieliśmy się, pisałem o barwie. Czymś co jest zawsze, niezależne czy śpiewasz wyskoko czy nisko. Hansi ma taką dziwaczną barwę, czysto-zachrypniętą naraz. W spokojniejszych kawałkach czasem mi Iana Andersona przypomina pod pewnymi względami, ale mocno się różni mimo wszystko.

zinger menu napisał(a):
Maciej napisał(a):Poza tym robienie listy, na której są same dinozaury (z całym szacunkiem), byłoby bardzo jednowymiarowe, bo nagle by się okazało, że śpiewać umieją tylko goście, którzy nie żyją albo mają 60+

Ale dlaczego same dinozaury??? Jest masa "świeższych" wokalistów - choćby wymienieni przeze mnie Chris Cornell i Layne Staley, ale także Daniel Gildenlow, Eddie Vedder, George Michael ;) Naprawdę jest z czego wybierać, nie trzeba się ograniczać do czasów prehistorycznych ;)


Nigdzie nie napisałem, że teraz nie ma świetnych wokali, jest ich masa, sam wysoko na liście dałem Jorna Lande, który staruszkiem nie jest :wink: . Akurat Ci podani przez Ciebie, to nie są moi faworyci i poza pojedyńczymi kawałkami nie słucham ich muzyki. Może poza liderem Pain of Salvation, ale i tak wolę jego muzykę w niż wokal.

Osobiście z młodego pokolenia wpisałbym obecnego już Lande, wspomniany wcześniej Russell Allen też by się znalazł, wsżędobylski Mats Leven oraz Tim Owens. Także mający głos jak dzwon ICS Vortex, plus tak z innej beczki nietuzinkowy Serj Tankian i pewnie wielu wielu innych. :P

W zasadzie mógłbym zrobić listę tylko i wyłącznie z wokalistów młodszego pokolenia. Z tym, że taka lista musiałaby obejmować głównie metal, z prostej przyczyny. Hard rock i blues w zasadzie są takie same jak przed dekadami. Prog rock ewoluował, ale akurat śpiew, często jest jego piętą achillesową..Natomiast metal to styl , który najbardziej się rozwinął i rozbudowal przez ostatnie 20-30 lat, będąc zagłębiem dobrych i mocnych wokali.

To wynika też z tego, że muzyka metalowa przez swój ciężar/szybkość/intesywność, nie tylko na instrumentalistach wymusza, co najmniej przyzwoite rzemiosło, ale też na wokalistach, to że muszą mieć kawał głosu, bo inaczej nie przebiją się przez ścianę dźwięku, zginą pod naporem muzyki i ostrych riffów.
Oczywiście nie każdy metalowy śpiewak to dobry wokalista, ale relatywnie wysoki procent to porządne głosy, co czyni z metalu kopalnię wokalistów. :)
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
Avatar użytkownika
Maciej
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 1626
Dołączył(a): 22 lip 2005, o 11:10
Lokalizacja: Kraków
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez zinger menu » 9 cze 2014, o 04:07

Maciej napisał(a):Podobno nie zwracasz uwagi na teksty, mnie jak mi nie odpowiadają teksty, to się skupiam na kompozycji, aranżu, wokalu itd., mogliby nawet śpiewać po chińsku :wink: . Było nie było poruszamy się cały czas w obszarze muzyki rockowej z muzykami, którzy są conajmniej dobrymi instrumentalistami, z kilkoma kawałkami wręcz wybitnymi..

Owszem, staram się nie zwracać uwagi na teksty, jeśli są głupie, a tak jest bardzo często. Ale w przypadku Blind Guardian po prostu nie da się oderwać muzyki od tekstów - sam kształt i charakter tej muzyki przypomina o treści: elfy, hobbity, jakieś pierścienie, bitwy, Gandalf na miotle, Saruman w swej wieży, oko Saurona i wszelkie inne epickie fantasy. Nie potępiam tego w żaden sposób, ale całokształt tej twórczości jest idealny do odbioru przez gimnazjalistę, sam za tym przepadałem na przełomie gimnazjum i liceum. Ale ten wspaniały okres mija i niektóre rzeczy zaczynają mocno irytować. Dla mnie to takie Smerfne Hity dla nastolatka :P

Dobra, ale wracam do tematu! Nie opublikuję na razie mojej listy trzydziestu ulubionych wokalistów zagranicznych, ponieważ mogłaby ona co poniektórych naprowadzić na trop w kwestii, który kawałek z Queenwizji jest mój. A to się mija z celem. Więc na razie wysyłam listę dziesięciu ulubionych wokalistów polskich. Najpierw kilka uwag. Po pierwsze, robię oddzielne listy dla wokalistów zagranicznych i polskich, ponieważ jakoś tak nie umiem porównywać jednych i drugich ze sobą. Gdy wokalista śpiewa w moim języku ojczystym, w grę wchodzą dodatkowe emocje, które nadają temu śpiewowi dodatkowy wymiar, co utrudnia porównywanie wokalisty polskiego z zagranicznym Przykro mi. Po drugie, polskiej muzyki słucham naprawdę mało, dlatego moja lista nie jest specjalnie wyrafinowana. Co poniektórym może na tej liście brakować Romana Kostrzewskiego oraz Marka Piekarczyka. Ich nieobecność wynika z banalnej kwestii - Kata i TSA nie słuchałem w moim krótkim życiu prawie w ogóle. Nie mam więc żadnych podstaw do umieszczania tych ludzi na mojej liście ;)

1. Czesław Niemen
Myślę, że w miarę oczywisty wybór. Wokal nie tylko genialny technicznie, ale i oryginalny, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Niemen wykreował swój własny, unikalny styl, nikogo nie podrabiając. W połączeniu z tą awangardową muzyką (oczywiście nie mam na myśli radiowych hiciorów typu „Dziwny jest ten świat”, czy „Sen o Warszawie”) jego wyjątkowy głos i maniera wokalna tworzyły absolutnie wybitną, niezwykłą całość, wychodzącą poza wszelkie ramy. Jeśli ktoś zna Niemena tylko z tych popularnych przebojów jak „Pod Papugami”, „Płonąca stodoła” itp., to ma bardzo wiele do nadrobienia. Z mojej strony gorąco polecam „Czerwony Album” z utworami „Człowiek jam niewdzięczny”, „Italiam Italiam”, „Aerumnarum plenum”, a także płytę „Marionetki” – to już z tej czysto awangardowej części dorobku Niemena. Spośród polskich wykonawców absolutnie nikt nie może się z nim równać.

2. Krzysztof Cugowski
Wielki głos, niecodzienna, piękna barwa, olbrzymia skala głosu. W dodatku – co rzadko się w muzyce rockowej zdarza – z wiekiem śpiewa coraz wspanialej. Parę lat temu byłem na darmowym koncercie Budki w Nieporęcie :D Impreza dość wieśniacka, ale głos Cugowskiego powalił mnie na łopatki (mentalnie). Nie słyszałem nigdy człowieka o głosie potężniejszym niż ten. Oczywiście nie bez znaczenia dla mojej oceny Krzysia Cugowskiego jest muzyka, jaką wykonuje, przede wszystkim ta z początków istnienia Budki Suflera. Dwie pierwsze płyty, to była przepiękna muzyka na światowym poziomie. Szkoda, że nie pociągnęli tego art-rockowego stylu dłużej. Aczkolwiek późniejsze przeboje Budki też są genialne, jak na muzykę czysto rozrywkową i komercyjną ;)

3. Paweł Kukiz
Wokalista wielce niedoceniany, a umiejętności wokalne posiada wprost wybitne. Jego niedocenienie może wynikać z faktu, że nie kreował się na poważnego artystę – wraz z zespołem Piersi uprawiał muzykę z więcej niż lekkim przymrużeniem oka. Muzyka okołopunkowa nie dawała mu zresztą zbyt wielu okazji do jakichś popisów wokalnych. Wystarczy jednak posłuchać jego nagrań z czasów współtworzenia zespołu Aya RL, by poznać wielkość i piękno jego śpiewu. Naprawdę niewiele jest w polskiej muzyce nagrań piękniejszych (pod względem wokalnym) niż „Księżycowy krok”. Ale Paweł po dziś dzień od czasu do czasu pokazuje, jaką potęgą dysponuje. Parę lat temu wykonał w telewizji niemenowski utwór „Człowiek jam niewdzięczny” – genialna, wybitna interpretacja niesamowitego utworu. Oniemiałem. Dla mnie jeden z najwybitniejszych polskich wokalistów.

4. Maciej Maleńczuk
Nietuzinkowy, oryginalny śpiew. Nie sposób pomylić z kimkolwiek innym. Szkoda, że jego muzyka niespecjalnie do mnie przemawia. Nie że jakoś gardzę jego twórczością, ale entuzjastą na pewno nie jestem. A z tym głosem mógłby nagrywać wspaniałe rzeczy. Jak do tej pory, najbardziej lubię słuchać coverów w jego wykonaniu.

5. Piotr Cugowski
Trudno w muzyce rockowej o talent bardziej zmarnowany niż talent Piotra Cugowskiego. To człowiek o wybitnym głosie, niesamowitych możliwościach wokalnych, mógłby brawurowo zaśpiewać praktycznie wszystko z zakresu muzyki rockowej. Problem w tym, że nie ma własnej dobrej muzyki. To, co tworzy zespół Bracia, jest co najwyżej przeciętne, bez wyrazu, bezbarwne. Wielka szkoda.

6. Janusz Radek
Kolejny mężczyzna o nieziemskiej skali głosu, ogromnych zdolnościach… ale cały ten potencjał zmarnowany. To, co każe Janusza Radka podziwiać, to jego wykonania cudzych legendarnych utworów. Jeśli chodzi o „świeżą” twórczość, to wsławił się głównie udziałem w tragicznie kiczowatych przedsięwzięciach „wybitnego” polskiego kompozytora Piotra Rubika. W całej tej dziesiątce jest absolutnie największym bezguściem. To bardzo przykre. Mógłby oddać swój wspaniały głos komuś o lepszym poczuciu smaku artystycznego.

7. Marek Ałaszewski
Prawdopodobnie większość użytkowników forum nie kojarzy tego pana. A tak się składa, że był wokalistą zespołu o ogromnym potencjale artystycznym. Zespół nazywał się „Klan” i nagrał jeden przepiękny album koncepcyjny – „Mrowisko”. Oddziałujące na wyobraźnię, surrealistyczne teksty, cudowne aranżacje i boski, czarodziejski głos Marka Ałaszewskiego. Każdemu z tutaj zgromadzonych radzę posłuchać wymienionej płyty. Niestety, na tym albumie kończy się twórczość Klanu. Jedna z największych niespełnionych nadziei polskiej muzyki rockowej. Na zachętę dwa utwory: "Senne wędrówki", "Pejzaż z pustych ram".

8. Marek Grechuta
Jako wokalista – wielce niedoceniany. Powszechnie kojarzony jako bardzo wrażliwy artysta, twórca pięknych tekstów, człowiek o magicznej osobowości. Nikt nie mówi o nim jako o wspaniałym wokaliście. Prawdopodobnie dlatego, że nie popisywał się skalą głosu, nie piał jak Dickinson w „Fear of the dark” – wykonywał utwory nostalgiczne, bardzo subtelne. Tu trzeba się naprawdę wsłuchać w niuanse, by zrozumieć geniusz jego wykonawstwa. Jeśli ktoś nie wierzy w jego niezwykłą wokalną ekspresję, niepowtarzalne wyczucie emocji – proszę posłuchać całego albumu „Szalona Lokomotywa”, a w szczególności inaugurującego tę płytę tryptyku „Hop, szklankę piwa”.

9. Grzegorz Markowski
Za umiejscowieniem go w tej dziesiątce przemawia jeden silny argument – wyjątkowa barwa głosu, nie do pomylenia. Nie był nigdy wybitny technicznie, nie prezentował oszałamiających możliwości wokalnych. Miał po prostu piękny, poruszający głos. I wystarczy – niejeden perfekcyjny technik chętnie zamieniłby się z nim na wokale.

10. Rysiek Riedel
No coś w tym jego śpiewie jest. Ale kieruję się bardziej obiektywnym spojrzeniem, niż osobistym uznaniem dla tego wokalu i twórczości Dżemu. Ani za tym głosem, ani za muzyką Dżemu nie szaleję. Trzeba jednak przyznać, że Riedel przeszedł do historii polskiej muzyki jako niekwestionowana legenda i dlatego zasługuje przynajmniej na tę dziesiątą pozycję.
Avatar użytkownika
zinger menu
Tree Man
Tree Man
 
Posty: 463
Dołączył(a): 28 mar 2008, o 14:34
Lokalizacja: dzikie kraje
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Maciej » 9 cze 2014, o 13:03

Niektóre wydawnictwa BG dostają nieraz maksymalną ilość gwiazdek w prestiżowych miejscach, więc liczyłem raczej na bardziej obiektywne argumenty muzyczne niż „śmieszne stereotypy”, które jak każdy sterotyp nijak się mają do rzeczywistości i u każdego fana muzyki metalowej, mogą raczej wzbudzić pokiwanie głową, jak na to, że ktoś kiedyś słuchał Iron Maiden (legendy heavy metalu), ale potem mu przeszło i dziś gardzi. :P
No ale nie będę kontynuował już tego wątku, nie każdy musi lubić daną muzykę i niech tak zostanie.


No właśnie wracając do tematu:
zinger menu napisał(a):Co poniektórym może na tej liście brakować Romana Kostrzewskiego oraz Marka Piekarczyka. Ich nieobecność wynika z banalnej kwestii - Kata i TSA nie słuchałem w moim krótkim życiu prawie w ogóle.

Co do listy owszem może dziwić brak owych klasyków, jak właśnie Kostrzewski czy Piekarczyk, ale najbardziej brakuje mi trzeciego z tej św. polskiej trójcy, a mianowicie Grzegorza Kupczyka. Osobiście ustawiam go w naszym kraju od razu za Niemenem i Cugowskim. Jest to w ogóle rzadki przypadek wybitnego wokalisty rockowego, który jest wykształcony muzycznie w klasie śpiewu. :)

zinger menu napisał(a):
5. Piotr Cugowski
Trudno w muzyce rockowej o talent bardziej zmarnowany niż talent Piotra Cugowskiego. To człowiek o wybitnym głosie, niesamowitych możliwościach wokalnych, mógłby brawurowo zaśpiewać praktycznie wszystko z zakresu muzyki rockowej. Problem w tym, że nie ma własnej dobrej muzyki. To, co tworzy zespół Bracia, jest co najwyżej przeciętne, bez wyrazu, bezbarwne. Wielka szkoda.


A tu się zgodzę, Piotrowi niewiele brakuje do ojca, niemal ten sam poziom. Może ojciec ma silniejszą emisję głosu, ale i tak Piotr jest w czołówce polskich wokalistów. Tylko właśnie brak mu repertuaru, może zbyt kurczowo trzyma się brata?? (który jest dobrym gitarzystą, lecz przeciętnym kompozytorem).
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
Avatar użytkownika
Maciej
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 1626
Dołączył(a): 22 lip 2005, o 11:10
Lokalizacja: Kraków
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Gnietek » 10 cze 2014, o 20:27

zinger menu napisał(a):7. Marek Ałaszewski
Prawdopodobnie większość użytkowników forum nie kojarzy tego pana. A tak się składa, że był wokalistą zespołu o ogromnym potencjale artystycznym. Zespół nazywał się „Klan” i nagrał jeden przepiękny album koncepcyjny – „Mrowisko”. Oddziałujące na wyobraźnię, surrealistyczne teksty, cudowne aranżacje i boski, czarodziejski głos Marka Ałaszewskiego. Każdemu z tutaj zgromadzonych radzę posłuchać wymienionej płyty. Niestety, na tym albumie kończy się twórczość Klanu.

Akurat Klan znam, bardzo cenię i lubię. I nie mogę zgodzić się, że ten zespół nagrał tylko "Mrowisko". Jak dla mnie, ciekawsze są właśnie utwory, które na ten album nie weszły - wcześniejsze, wydane na EP "Klan" piosenki "Gdzie jest człowiek", "Z brzytwą na poziomki" (skoro mówimy o wokalu - mistrzowska stylizacja Ałaszewskiego na Niemena), "Nie sadźcie rajskich jabłoni", "Automaty" (pełen niepokoju dramatyczny utwór o dehumanizacji świata), a także niemało piosenek niewydanych, w tym świetne "Pociągi" (https://www.youtube.com/watch?v=i6EqY_W73ME). Poza tym po latach od rozpadu Ałaszewski reaktywował Klan (z tym, że tylko on został ze starego składu :wink: i muzyka już nie była taka sama) i zespół nagrał jak dotąd jeszcze trzy albumy.
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. :(
Avatar użytkownika
Gnietek
Leroy Brown
Leroy Brown
 
Posty: 1273
Dołączył(a): 4 sie 2006, o 09:16
Lokalizacja: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez Iskierka » 1 gru 2014, o 16:31

Szybko i po kolei : 1. Czesław Niemen
2. Ryszard Riedel
3. Sebastian Riedel
4. Marek Grechuta
5. Freddie Mercury

i 6. Ozzy Osbourne
To wokaliści . A wokalistki: 1. Edyta Geppert
2. Maryla Rodowicz
3.Ewa Demarczyk
Iskierka
Hawk Man
Hawk Man
 
Posty: 167
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 20:05
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK

Re: Najlepsi wokaliści (i wokalistki)

Postprzez fundilka » 3 sty 2015, o 19:49

1. Freddie Mercury
2. Czesław Niemen
3. Krzysztof Cugowski
4. Marek Grechuta


1. Anna German
2. Bonnie Tyler
3. Edyta Geppert
Avatar użytkownika
fundilka
Queenie
Queenie
 
Posty: 2
Dołączył(a): 26 lis 2014, o 21:46
Lokalizacja: Mysłowice
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK


Powrót do Another World

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość