
A, obejrzałem niedawno "Królestwo" von Triera i jestem bardzo miło zaskoczony, bo o ile jego filmów nie trawię zupełnie, tak to mu wyszło całkiem nieźle. Coś w rodzaju duńskiego Twin Peaks, tylko bardziej surrealistyczne i - w znacznym stopniu - ironiczno-prześmiewcze. Dużo czarnego humoru i, trzeba przyznać, udanego horroru. Końcówka pierwszego sezonu, w której Eraserhead spotyka Hotel Zacisze to coś pięknego.

Xavi napisał(a):A, obejrzałem niedawno "Królestwo" von Triera i jestem bardzo miło zaskoczony, bo o ile jego filmów nie trawię zupełnie, tak to mu wyszło całkiem nieźle. Coś w rodzaju duńskiego Twin Peaks, tylko bardziej surrealistyczne i - w znacznym stopniu - ironiczno-prześmiewcze. Dużo czarnego humoru i, trzeba przyznać, udanego horroru. Końcówka pierwszego sezonu, w której Eraserhead spotyka Hotel Zacisze to coś pięknego.
W drugim sezonie jest jeszcze zabawniej, w sumie Von Trier całkiem w komedię poszedł miejscami. W sumie drugi sezon lubię nawet bardziej.

NAR napisał(a):jakiś fajny sitcom? Matki są przeżałosne, Big Bangi nie wychodzą, a Przyjaciele byli już dawno i minęli, a ja nie mam czego oglądać.





BeBe napisał(a):NAR napisał(a):jakiś fajny sitcom? Matki są przeżałosne, Big Bangi nie wychodzą, a Przyjaciele byli już dawno i minęli, a ja nie mam czego oglądać.
That 70's Show? Legendarne bardziej niż Friendsy, przede wszystkim śmieszniejsze i do tego dobry klimat. Musiałeś widzieć, nie chce mi się wierzyć, że nie.
Arrested Development - poziom absurdu sięga zenitu, bardziej chyba niż w the Office. Chociaż the Office jest da best imo.
Ostatnio oglądałem też całkiem niezłe Men at Work, ale to dla lubiących typowo męski, amerykański humor.


kater napisał(a):Ja bym na twoim miejscu obejrzał jednak tych Przyjaciół od początku. W sylwka był maraton sezonu od którego zacząłem i bawiłem się świetnie. JUZ TAKIEJ TELEWIZJI NIE ROBIO.
Big Bangi też są przeżałosne tak wogle. Nie pamietam kiedy sie UŚMIECHNĄŁEM.



Lily of the valley napisał(a):a mnie po raz kolejny rozbawiło, gdy młodziaki jak on, czy Jesse mówią Pan White, nie tylko do, ale nawet o nim. Belfer forever.

Atrus napisał(a):To zresztą chyba najlepsza postać żeńska w serialu






BeBe napisał(a): Walt wywijał się przed kartelem i innymi barbarzyńcami, a "dorwało" go kilku głupków ze swastykami?
BeBe napisał(a):Walta Jr. (oj tata, tata przecież Ty taki bohaterski jesteś. Tata, robisz mete? To się wal na ryj. Ale chargerem to się fajnie jeździło?


BeBe napisał(a): i w sumie poniekąd rozumiem opinie Deana Norrisa, który mówił, że dla niego serial jest komedią, nie serialem dramatycznym


NAR napisał(a):czy ktoś jeszcze ogląda, czy też wszyscy już się poddali?









lookaug napisał(a):W Mad Menie żadnej intrygi nie będzie, więc albo oglądasz dla funu i smaczków typu Don zapuszczający Tomorrow Never Knows ze świeżutkiego Revolvera <3 albo możesz sobie odpuścić już teraz.




Powrót do Lazing on a Sunday Afternoon
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość