

NAR napisał(a):mainly ambient and instrumental music
Fanom Watersa się nie spodoba. Oj jak mi przykro![]()
można jedynie liczyć na tego solowego GIlmoura przeskakującego przez mur w Gdańsku


Brał w niej udział zmarły w 2008 roku klawiszowiec i współzałożyciel zespołu Rick Wright, którego wokal Samson nazwała na Twitterze "łabędzim śpiewem".




zgredzik napisał(a):a co z okładką? Storm nie żyje od dwóch lat, a to on był twórcą tych świetnych okładek Floydów. każda miała w sobie tyle symboli, że aż czasem trudno mi to pojąć









Atrus napisał(a):A właśnie, tak mi się nudziło ostatnio, słuchałem tych nudziarzy i:
-----geniusz---------
1. Animals
2. Meddle
3. Koncertowa Ummagumma
4. The Dark Side of the Moon

kater napisał(a):Atrus napisał(a):A właśnie, tak mi się nudziło ostatnio, słuchałem tych nudziarzy i:
-----geniusz---------
1. Animals
2. Meddle
3. Koncertowa Ummagumma
4. The Dark Side of the Moon
zawsze tak mówiłem, tylko w innej kolejności
i wywh gdzieś w tym jeszcze nadal




Atrus napisał(a):Co Wy macie do tego More, bardzo ładna płyta przecież. A już na pewno lepsza od Obscured by Clouds (do którego też się ostatnio przekonałem ostatnio).

kater napisał(a):5. Ummagumma (live)
(...)
14. Ummagumma (studyjna)


Rysiu napisał(a):Często na różnych forach kiedy ktoś próbuje mieszać Ummagummę z błotem i wykazać, że nawet najnowsza płyta Gosi Andrzejewskiej jest lepsza muzycznie od tego albumu, natychmiast w obronie stają obrońcy UG z zapałem wykazujący, że "co do części studyjnej, to być może masz rację, ale ZA TO CZĘŚĆ KONCERTOWA...!" (tu następuje litania pochwał i cały psałterz hymnów dziękczynnych).




whoatemydinner napisał(a):W ogóle z tymi niskimi pozycjami WYWH was mocno pogrzało. Chyba już dawno nie słuchaliście w ciemności przejścia z Shine On do Welcome To the Machine. Ciary jak przy Starless.

Atrus napisał(a):whoatemydinner napisał(a):W ogóle z tymi niskimi pozycjami WYWH was mocno pogrzało. Chyba już dawno nie słuchaliście w ciemności przejścia z Shine On do Welcome To the Machine. Ciary jak przy Starless.
A tak, to jest rzeczywiście dobry moment - ulga, że ta nudna suita już się skończyła i zaczyna się ta udana część płyty![]()


whoatemydinner napisał(a):Nie no, jasne, że WTTM/HaC/WYWH to piękna sekwencja piosenek i w ogóle tyle cudowności, ale określenie SOYCD mianem "nudnego" to chyba największy hispteryzm z Twojej strony jaki widziałem od dawna. ;P Rozumiałbym jeszcze wytłumaczenie, że się przejadło, że za dużo razy się słuchało, że przecież inne ich suity są fajniejsze, ale że niby Shine On jest nieudane to ostra przesada. Nawet jeśli chodzi Tobie jedynie o części 1-5, które akurat częściom 6-9 do pięt nie dorastają, to i tak stwierdzenie, że nie wyszły, to grubość nad grubości.

Oberst chyba ma życie ale jak później przyjdzie to obroni Final Cut przed wami, Conany jedne (barbarzyńcy he he)





Rysiu napisał(a):Oberst, przeanalizowałem braki w Twojej liście - nie uznajesz PF "Gilmourowskiego"? Brakuje jeszcze "Saucerful of Secrets", ale on ze wszystkich albumów PF najbardziej podobny jest IMO do Pipera, więc nie wiem czy Cię zachwyciłby.

OberstPrymas napisał(a):Rysiu napisał(a):Oberst, przeanalizowałem braki w Twojej liście - nie uznajesz PF "Gilmourowskiego"? Brakuje jeszcze "Saucerful of Secrets", ale on ze wszystkich albumów PF najbardziej podobny jest IMO do Pipera, więc nie wiem czy Cię zachwyciłby.
Czemu nie uznaję? Znaczy Wiadomo że Waters > Gilmour, ale mimo wszystko The Division Bell nawet lubię. Do A Momentary Laps of Reason jakoś mi się nie śpieszy, bo wszyscy ją hejtują a Saucerful of Secrets mam zamiar jakoś w najbliższej przyszłości poznać.


Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości