







OberstPrymas napisał(a):Bo ponoć od solo na bębnach nudniejsze jest tylko solo na basie. Niemniej szkoda, że John ograniczał się do króciutkich solówek/rozwinięć.







zgredzik napisał(a):Identyczna chyba jak Budapeszt, Wembley oraz Celebration Day Zeppow.


A co do solo na basie - zdarzają się na swój sposób piękne:
https://www.youtube.com/watch?v=vaiAZtlUjes

Rysiu napisał(a):zgredzik napisał(a):Identyczna chyba jak Budapeszt, Wembley oraz Celebration Day Zeppow.
czyli jaka?










W Knebworth, gdzie odbył się ostatni występ Queen na żywo, poczułem, że będzie to nasz ostatni wspólny koncert. Nie miałem pojęcia o zdrowiu Freda; po prostu uważałem, że to ostatni wspólny występ zarówno dla Queen, jak i dla mnie. John był w dziwnym nastroju i bez specjalnego powodu rzucił swoją gitarą basową w kolumny podczas ostatniego utworu. Przed bisami zdążyłem ją bez problemu naprawić i przestroić. John przeprosił mnie, ale wyglądało na to, że nie wszystko mu się podoba.



Kacio94 napisał(a):Hmm... warto zauważyć, że Hince kreował siebie w tej swojej marnej książce, na jednego z wielkich przyjaciół Freddiego i to, że bez niego to Freddie by nie dawał rady, bo przecież to on mu podawał mikrofon...



mike napisał(a):Bodajże w Days of Our Lives Roger wspominał, że ta trasa w ogóle była ciężka dla Johna, najprawdopodobniej ze względów osobistych. Deacon miał między innymi za sceną kompletny barek i w trakcie występów sobie popijał, więc pod koniec już trochę odpływał. Myślę, że rzut basem w Knebworth był takim ostatecznym gestem frustracji.
Rzeczona wypowiedź - http://www.youtube.com/watch?v=QWHAP7HjTFU#t=1757



Powrót do My Life Has Been Saved
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości