Nie będę zakładał specjalnie na jedną recenzję koncertu tematu o zespole, w którym widząc co się dzieje, a raczej nie dzieje na forum raczej nikt nie będzie pisał, a każdy to miał to zrobić, zrobił to już na starym forum(thanks, daga), więc opiszę swoje wrażenia z koncertu Aerosmith tak jak daga o tutaj.

Jeden z najbardziej widowiskowych koncertów w moim życiu, które kładło wyraźny nacisk na imidż sceniczny(u Black Sabbath gwoli porównania mi tego showmaństwa zabrakło, no chyba, że zaliczyć do tego można polewanie wodą). Długie tworzenie napięcia poprzez obrazy z kamer wewnątrz hali i "za kulisami" oraz "Fat Bottomed Girls", by później nagle spłyń z lodami z hukiem i dosłownie wyskoczyć ze sceny skacząc po niej jak głupi pośród różnorakich efektów specjalnych, których było tyle, że nie starczyło mi baterii w telefonie by je wszystkie sfotografować(thanks, głupi producenci smartfonowych baterii!). Niestety większości utworów nie znałem lub nie kojarzyłem, bo też podobni jak na BS nie jechałem na koncert jako fan, tylko z racji, że legendę/ikonę na polskiej ziemi zobaczyć trzeba, tym bardziej, że to rówieśnicy BS(choć w ogóle tego po nich nie widać), także ich czas też już niedługo nadejdzie. A i do Aerosmith mam o tyle dodatkowy szacunek, że bez nich nie byłoby Guns n Roses, którzy na nich się wzorowali.

Zasłużony hołd trzeba więc było oddać. Ale i tak mimo nieznajomości połowy seta bawiłem się świetnie, jednak najlepiej to przy tych które akurat znałem. xD Ulubione wykonania? "Dude, Looks Like a Lady" oraz "Dream On"(to dopiero było show sceniczne z fortepianem i stojącym na nim Perrym a także słitaśnie różowymi światłami xD). Chyba największych ciar mi to dostarczyło. No i jeszcze "I Don't Wanna Miss A Thing" oraz "Cryin'", ale już bez takich fajerwerków. Na minus było to, że nie zagrali nic na bis i że olali sobie zupełnie "Crazy"! O i jeszcze byłbym zapomniał - ten hicior na otwarciu, którego chyba niestety nie znam, albo nie kojarzę po tytule - też był mocarny!

Aż się skuszę by się z nim bliżej zaznajomić!
O wiem chyba czemu połowy seta nie znałem - Steven zapowiadał, że sporo kawałków jest z ich najnowszej płyty, której jeszcze nie słuchałem.

xD
O ile sam koncert był naprawdę fantastyczny to jego organizacja... powinienem przemilczeć, zwłaszcza to jak nas wyprowadzali z koncertu i nie można było się z ludźmi w umówionym miejscu spotkać i z dagą pożegnałem się dopiero jak już dotarłem do jej autokaru w którym już siedziała. xD
Tak w ogóle to thanks Daga za czas spędzony przed koncertem, bo reszta to się niestety już na nas wypięła. xD