ale pierwsza już jest
LET ME IN YOUR HEADPHONES AGAIN
01 - YEA YEA YEA YEA YEA
Chcę zjechać, ale to w sumie jest na tyle pozytywne, że nie mogę bez plucia sobie w brodę. Co prawda The Yeah Yeah Yeah Song może być tylko jedno, ale to też spoko. Nakręcające otwarcie edycji. Hot Space/1002 - Klasyczne progi z lekko indyjskim zabarwieniem, nie mówię z góry nie. Taki trochę ten orientalny moment Home Dream Theaterów rozciągnięty na całą piosenkę i bez sapiącej kobietki. Przyjemnie, fajnie oscyluje między spokojniejszymi a bardziej bębnocentrycznymi fragmentami. Pomimo umiejętności muzyków mam wrażenie, że mało tu faktycznego wirtuozeriowania dla samego pokazywania umiejętności; wychodzi taka fajna improwizacja co można ją w tle zapuścić i przyjemnie jest. Mi pasuje, choć zachwytów nie ma. Jam Session/10
03 - Gra gitara. Znowu, taka tam improwizacja, ale tym razem brakuje smaczków typu nawiązania do jakiejś nietypowej muzyki czy chociażby organów. Ale wychodzi u ładna melodia nawet na tyle, że właściwie to chyba bardziej kompozycja niż impro. Ale za mało tu przewrotności czy pomysłów żeby na 6 minut starczyło [powiedział Obiad i poszedł słuchać Spacelab Kraftwerk] Oldfield na autopilocie/10
04 - jjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaazzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz/10
05 - genialne. Serio, słucham tego już chyba 3 raz pod rząd. Koniec z ocenami, nie chce mi się. W sumie długich komentów też mi się już nie chce pisać. Ten fortepian pędzący w tle to jakieś objawienie.
06 - jakiś soundtrack? Jest cool. Jest bardzo kewl.
07 - BOJĘ SIĘ. Ale tu się tyle rzeczy dzieje, że nie powiem złego słowa. Poza tym nawet najbardziej bezsensowna rzecz tego typu przynosi uśmiech na twarz. Jest bardzo spoko. Toplelrone.












.gif)









.