a se ściągnąłem i nawet posłuchałem i spisałem wrażenia. a co. 50 edycja jest tylko raz na 50 edycji. hmm podobno w ogole tylko raz jest. tak mówio.
01 – jeżuś marian, wszystko, co najgorsze w latach 80. wepchnięte do jednego kawalka

ja wiem, że to kebab, but still, bez teledysku zostaje tylko muzyczną tragedią

.
02 – ranyboskie.
03 – niby cos w tym jest, ale dosc monotonne i bez ekscytacji.
04 – kwintesencja bylejakosci i bezjajecznosci. jest jeden numer tego zespolu, ktory absolutnie kocham. to nie jest ten.
05 – mieli troche lepszych rzeczy, ale i tak na razie bije na łeb wszystko, co bylo wczesniej. mimo wszystko wolalbym, zeby znalazlo sie kilka lepszych numerow w tej edycji.
06 – ten tu tez mial wiele lepszych numerow, choc w sumie ten dosc ciekawy ze wzgledu na połamance rytmiczne, dosc nietypowe jak na jego tworczosc. taki mały solowy klasyk.
07 – nawet ładny klimat, chociaz bez ekscytacji. przyzwoite. koncowka zbędna.
08 – ałłł organy na początku już zdobywają moje serce. całość snuje sie cudownie. moze troche za dlugo i zbyt powtarzalnie, ale wymiana miedzy naturalnym brzmieniem a kosmosem wyszla swietnie. cudo.
09 – ałłł [2] a co tu duzo gadac, jeden z najlepszych obecnie zespolow rockowych. jeszcze kilka lat i będą wielcy. tzn. juz są, tylko jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą

ale powoli, powoli... juz koncerty w polsce do wiekszych klubow przenoszą, bo w malych sie nie mieszczą

jeszcze kilka tygodni

10 – to ma troche taki klimat niedorobionych doorsów. mocno niedorobionych. zbyt monotonne, zeby mnie zainteresowalo, ale tez dalo sie wysluchac, no i krotkie, wiec az tak nie wymęczyło.
11 – ładność. nie wiem po co aż 8 minut, ale ładność. jesli tylko ma sie czas, zeby sie wkrecic w ten numer i w calosci poswiecic mu uwage, to dostarcza swietnych wrazne.
12 – jezu, naprawde? gdybym bral udzial, mialbym zgryz – zignorowac kawalek, bo zbyt znany, czy jednak dac go na wlasciwej mu pozycji, czyli pewnie gdzies w okolicach podium? spiewajacy perkusisci rocksują jak wiadomo. kiedys strasznie mnie ta koncowka wkurzala. generalnie wole ten numer w wersjach koncertowych, zwlaszcza kiedy spiewal ją ten, co to sie z freddiem do spóły przekręcił.
13 – nie, po prostu nie. awangarda z rodzaju tych, ktorych totalnie nie pojmuje. nigdy wiecej. i jeszcze 128kb/s
14 – przyjemne. nic specjalnego, takich kawalkow jest mnostwo, ale sluchalo sie miło.
15 – jezu, naprawde? [2] toć to klasyk. zresztą podobnie jak drugi ich numer, ktory kiedys byl. klasyk przezacny, ale klasyk.
16 – w sumie niezle, ale jakos nie potrafilo mnie zachwycic i konczy sie troche z culus.
17 – na początku był chaos. a potem powstało nowe u2 skrzyzowane z coldplayem. czyli coldplay skrzyzowany z coldplayem. pewnie sie okaze, ze to oni lol
18 – wielkim fanem nie jestem tej płyty, ale przyjemnie brzmi ten numer. zwlaszcza jak oprocz akustyka wchodzi pelniejszy aranż. bardzo cieple brzmienie. niby taka prosta pioseneczka pitu pitu straty taty trala lalala, ale fajnie leci.
19 – no ładne to, podiosłe i w ogóle, ale to nie jest dobra muzyka do queenwizji wedlug mnie.
20 – dosc ciekawe w sensie klimatu i jakichs emocji w tym zawartych, chociaz muzyka zupelnie nie z mojej bajki i jakosc kiepska, jak zgrywka z filmu czy cos.
sporo dobrych i bardzo dobrych numerow, problem w tym, ze wszystko co dobre, juz znalem. z kawalkow, ktorych nie znalem, nic mnie nie porwalo.