przez whoatemydinner » 1 cze 2015, o 17:48
Tron D. Glovera
01 - o kurde, nikt mi nie powiedział, że ostatnia QW zabierze mnie dosłownie z powrotem do głębokich lat 80., a ten kawałek właśnie to robi. To z jakiegoś filmu? Będę musiał obczaić wtedy, w końcu zaraz sesja tyle czasu HEHEHEE. No nie no, zacny kebab, obczaiłem teledysk i muszę przyznać, że z wizją 10x lepiej. Ale ogółem sztos.
nowe 02 - wchodzę do pokoju wyłożonego białymi kafelkami, po środku jest wielka renesansowa klasycystyczna rzeźba, a na podłodze stoi pełno paprotek. I nagle cały pokój się topi, a ja się boję. :x
03 - ja nie wiem, jak zespół, który kiedyś robił nawet fillery z genialne melodiami może aż tak teraz jechać na oparach jeśli chodzi o harmonię. Bo aranż genialne, subtelny smaczek elektroniczny naprawdę udany. No ale ogółem to po prostu słabo jak na nich. W ogóle nie słyszę ich gitarzysty, a przecież ta płyta to miał być jego wielki powrót. Meh.
04 - syntezator niesie ten utwór na swych oscylatorowych plecach. Bo ogółem to to jest takie zwyczajne i w sumie nieciekawe, że nie wiem co o tym napisać. Przyjemnie się tego słucha, melodia w sumie przynajmniej zapamiętywalna, więc w swojej klasie lepiej niż w 03 choćby, ale nie no, nie będę od razu wywyższał, bo nie ma czego tak po prawdzie.
05 - nie rozumiem zachwytu zespołem, przyjemnie, nawet wpada w ucho, ale gdy się człowiek nasłucha ochów i achów na ich temat to potem jest zawiedziony. W sensie że ja, bo pewnie dużo osób ich lubi, vide ktoś to ich wrzucił, przecież wolno, hehe. Soft bizon rock ze spoko organami, znowu nie zbyt pode mnie zrobiony cosik.
06 - okładka tej płyty jest idealnym moim komentarzem do tego, aż mi przykro, że nie mogę jej wrzucić pod groźbą gniewu naszego miłościwie nam panującego Pana Prowadzącego. No nie, serio, od akustycznego intra, przez ograne riffy i nawet farfoclu TEN, DOKŁADNIE TEN wokal, to jest tak oczywiste, że lol. Nie umiem.
07 - no witam Panią. Co prawda nie mam gustu i uważam, że pierwsza strona płyty jest minimalnie lepsza od drugiej, ale ten utwór ma tak niesamowicie gęsty klimat i hipnotyzuje wokalem, że co najmniej hajlajt z tego wychodzi. Gratki Oberst, udało Ci się.