Rysiu napisał(a): Ale kultowość... wybaczcie, mam wrażenie, że niektórzy robią z niego gwiazdę formatu Freddiego. Dla mnie nigdy taki nie był - tak mniej więcej liga niżej. Ale wciąż jednak bardzo wysoko.
Ja bym tu nie hierarchizowała jednak, bo Fred i Michael to 2 różne bajki, 2 różne style i zapewne 2 różne grupy odbiorców.
Niemniej skoro już padło porównanie - nie zgadzam się z Tobą, że MJ to liga niżej niż Fred, prędzej odwrotnie - jeśli mówimy o pewnej skali "gwiazdorstwa", no bo talentu, charyzmy i możliwości wokalnych nie można odmówić ani jednemu, ani drugiemu. A co do kultowości, no to sorry, ale któż jak nie Jackson właśnie był/jest kultowy?

Sam napisałeś, że to "ikona popkultury".
Rysiu napisał(a):A wierzycie w jego niezdrowe zainteresowanie młodymi chłopcami? Nie wiem co o tym myśleć, ale zdaje się, że jest coś na rzeczy. Dziwactw miał mnóstwo i to jedno na tle pozostałych wcale nie odstawałoby od reszty, wręcz przeciwnie: komponowałoby się z całokształtem, byłoby pewnym jego uzupełnieniem.
NIE. I każdy, kto choć w minimalnym stopniu interesował się jego życiorysem, poczytał biografię itd. Ci to powie. Nie wierzę i nigdy nie uwierzę.