Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Wszelkie przemyślenia na temat albumów Queen.

Londyńska Tęcza

1
0
Brak głosów
2
0
Brak głosów
3
0
Brak głosów
4
0
Brak głosów
5
1
9%
6
9
82%
nie znam, chętnie poznam
1
9%
nie znam i nie interesuje mnie to
0
Brak głosów
Dzie są moje wąsy?!
0
Brak głosów
Oddawać Radio Ga Ga
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 11

Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez mike » 12 wrz 2014, o 10:52

Chyba nadszedł już czas, prawda? ;)

Osobiście postaram się nie powielać i napiszę tylko, że to pierwszy raz, kiedy QP mnie usatysfakcjonował. Pewnie, że nie jest idealnie, nie postarali się z książeczką, oszczędzając wszelką treść na box hiper deluxe, nakładki wokalne w chórkach są momentami bardziej niż ewidentne, obraz - choć fantastycznie odrestaurowany - też nie jest pozbawiony swoich wad (choć myślę, że wycisnęli z niego wszystko co się dało). Powala jakość dźwięku, zwłaszcza marca. Dawno chyba się tak nie postarali, jeśli chodzi o brzmienie basu Johna.

Moi faworyci - White Queen, Flick of the Wrist, Great King Rat, Master-Stroke, medley, Big Spender i Liar.

Wreszcie dostaliśmy Queen z lat '70, w świetnej formie, z drapieżnym pazurem. Czterech ambitnych muzyków, oszczędne światła, w porównaniu do lat '80 kameralna atmosfera. Jest moc, jest pięknie, po cichu naprawdę zaczynam liczyć na Hammy '75, '79 i Houston '77. Może nie już, może nie zaraz... ale szansa jest :).

Po więcej szczegółów zapraszam do mojej fantastycznej recenzji: http://podniosle.blogspot.com/2014/09/q ... ow-74.html
Niemniej fantastyczna recenzja Bizona: http://muzycznyzbawicielswiata.blogspot ... -2014.html

^ Ich podobieństwo jest naprawdę przypadkowe :P.
"The band is as tight as a virgin on prom night" - Steve Lukather
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! :D
Small
Avatar użytkownika
mike
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 5716
Zdjęcia: 4
Dołączył(a): 26 sie 2004, o 13:14
Lokalizacja: Łódź
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez daga » 12 wrz 2014, o 12:25

To podobieństwo waszych recenzji mnie zdumiewa takie same intro.pisales po przeczytaniu bizona czy przypadek?

Pisze mobilnie z komory przez Tapatalk.
Avatar użytkownika
daga
Princes of the Universe
Princes of the Universe
 
Posty: 13345
Zdjęcia: 62
Dołączył(a): 29 paź 2003, o 13:42
Lokalizacja: Warszawa - Ursynów
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez mike » 12 wrz 2014, o 13:24

Cóż, bez wątpienia przeczytanie recenzji Bizona przed napisaniem swojej nie pozostało bez wpływu na moje wypociny, to był błąd. Aczkolwiek mniej więcej takie intro planowałem już po obejrzeniu tych 30 minut udostępnionych przez QP, a zatem przed recenzją Bizzy'ego. Poza tym po zapoznaniu się z artykułem Jakuba poświęconym dyskografii Queen w Rock Axxess zauważyłem, że ogółem mamy bardzo podobne spojrzenie na ten zespół.
"The band is as tight as a virgin on prom night" - Steve Lukather
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! :D
Small
Avatar użytkownika
mike
The Hitman
The Hitman
 
Posty: 5716
Zdjęcia: 4
Dołączył(a): 26 sie 2004, o 13:14
Lokalizacja: Łódź
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez daga » 12 wrz 2014, o 15:08

Bardz bardzo podobne przynajmniej na pismie. ;-)

Pisze mobilnie z komory przez Tapatalk.
Avatar użytkownika
daga
Princes of the Universe
Princes of the Universe
 
Posty: 13345
Zdjęcia: 62
Dołączył(a): 29 paź 2003, o 13:42
Lokalizacja: Warszawa - Ursynów
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez OberstPrymas » 12 wrz 2014, o 21:19

N i w końcu obejrzałem w całości. No i oczywiście zostałem oczarowany. Zespół w niesamowitej formie. Może i parę rzeczy było łatanych, ale takie Wembley też było łatane i nadal brzmi jak gunwo. Tutaj wszystko wydaje się być takie idealne. Najbardziej podeszły mi takie rzeczy jak Father to Son (nie jestem fanem albumowej wersji), White Queen (świeczki i ciary w oczach), obie części In the Laps of the Gods, Jailhouse Rock, Big Spender i KYA.

W ogóle magią jest dla mnie nastrój tego koncertu. Fred przyjemnie napędza tłum i show, Brian momentami przybiera pozy na wzór koncertowego Page'a a Roger z Johnem też roxują.

Ogólnie - koncertowy ideał i najlepsze tego typu wydawnictwo Queen.
Obrazek
Avatar użytkownika
OberstPrymas
William the Conqueror
William the Conqueror
 
Posty: 5380
Zdjęcia: 0
Dołączył(a): 24 kwi 2010, o 19:43
Lokalizacja: Świebodzice
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: TAK

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez AABBAAA » 12 wrz 2014, o 22:45

No dobszz, po kilukrotnym wnikliwym przesłuchaniu wersji audio obu koncertów, wypadało by coś skrobnąć :P. Zastosuję starą sprawdzoną metodę, czyli track by track. Utworów, które zostały zagrane na obu koncertach nie będę dwa razy opisywał, bo nie ma sensu :P. Ocen poszczególnym kawałkom nie będę wystawiał bo i tak przy każdym utworze oscylowałyby one wokół 10/10.


1. Procession/Father To Son. Czyli początek koncertu taki sam, jak płyty Queen 2. O niebo lepiej moim zdaniem brzmi ten duet niż zagrane bezpośrednio po Procession Now I'm Here w listopadowym. Świetnie wypadają "turu-turu" Freda, w ogóle utwór brzmi znacznie lepiej niż na albumie. Jedyne do czego można się przyczepić to zdecydowanie za bardzo dopicowane chórki we fragmencie:
Sing if you will
But the air you breathe
I live to give you
Father to son father to son
Father to son father to son

Po prostu brzmi to zbyt podobnie do wersji albumowej jak na moje ucho, ale i tak jest fantastycznie.
2. Ogre Battle. Brak słów. I znowu, pierwszy raz tak fantastycznie zagrany utwór w takiej jakości. Jak pierwszy raz słuchałem tego wykoania to szaleństwo po prostu. Ogromna energia zawarta w tym utworze wbija w fotel i nie chce puścić przez całe 5 minut z hakiem. Bomba.
3. Son And Daughter/Guitar Solo/S&D Rep. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby dzielić to na trzy oddzielne utwory, no ale cóż. To już ma moc na albumie, a na żywo staje się niesamowitym wulkanem. Cokolwiek to znaczy. Co do solo Briana nie jest jeszcze ono tak potwornie rozbudowane (czyt. wydłużone na siłę) jak w późniejszych latach i tu brzmi całkiem przyjemnie. No i przejście do repryzy absolutnie rox.
4. White Queen. Jedna z moich ulubionych ballad Queen. Idealnie połączenie "mocniejszych" fragmentów z tymi powolniejszymi, stricte balladowymi. Wokal Freda absolutnie na najwyższym poziomie. Generalnie marcowe wykonanie zasługuje chyba na miano najlepszego ever.
5. Great King Rat. Kolejny raz utwór z fantastyczną energią, ile ten zespół miał wtedy mocy w sobie!!
6. The Fairy Feller's Master-Stroke. No i dochodzimy do najbardziej zaskakującego utworu na albumie. Chyba nikt się nie spodziewał, że go w ogóle grali :D. Ja osobiście myślałem, że dołączył on do innych utworów z QII, których nie dało się zagrać na żywo, a tu taka niespodzianka :D. Pomimo wybrakowanego tekstu (nasuwa mi się porównanie z Bicycle Race), fantastyczne wykonanie, znacznie bardziej drapieżne od studyjnego.
7. Keep Yourself Alive/Drum Solo/KYA R. O ile w przypadku S&D podział można było JAKOŚ jeszcze uzasadnić, bo Guitar Solo i w ogóle, tutaj w ogóle go nie rozumiem. Niesamowicie zagrany utwór, chyba pierwszy taki Queen, wykonywany z interakcją z publicznością (?). Chociaż i tak nie przebiło to wykonanie mojego wykonania numero uno, czyli tego na Rock Montreal. Mimo to jest naprawdę super.
8. Seven Seas Of Rhye, czyli highliht koncertu (jednego i drugiego), obok Great King, White Queen, Fairy Fellers, Father To Son i medleya na listopadowym. Mój ulubiony moment, jak Fred śpiewa pod koniec "c'mon let me take you, c'mon let me take you". Niesamowite.
9. Modern Times R'n'R. Czyli "rock 'n' roll a la Queen". Inaczej brzmi niż z wokalem Roga. Inaczej nie znaczy gorzej :D. Również niesamowite wykonanie, drapieżne takie :D.
10. R'n'R medley. Czyli słynny już medley z rock and rollowych klasyków. Jak zwykle świetne Jailhouse Rock i reszta. Smuteczek, że nie grali wtedy Tutti Frutti.
11. Liar. Czyli moim zdaniem punkt kulminacyjny koncertu. Fajnie rozbudowany, chociaż i tak nie umywa się długością do 10-minutowego wykonania w Houston :D. Fajnie Roger sobie poczyna z intrem na perkusji na listopadowym koncercie. Tak inaczej. Ciekawostką jest brak wersu "from Mars to Mercury", ciekawe czemu go zabrakło :D
12. See What A Fool I've Been. Czyli utwór grany tylko na koncertach, również zdaje się pierwszy raz w tak dobrej jakości. Okoliczności jego powstania są co najmniej nie jasne, skoro sam Brian twierdzi, że nie bardzo orientuje się skąd wziął się tekst w tym kawałku :P. Można w nim zauważyć coś, czego nigdzie indziej w utworach Queen nie słyszałem, czyli linia "See What A fool i've Been" idący tą samą linią melodyczną równolegle z gitarą. Ciekawe, czemu nie zdecydowali się na użycie takiego elementu w którymś z późniejszych utworów, bo całkiem zacnie to brzmi :D.

A teraz przyszła pora na utwory z listopadu, które nie były grane na marcowym koncercie.

1. Now I'm Here. Nigdy nie byłem jakimś nie wiadomo jakim fanem tego utworu, czy to na albumie, czy live. Podobnie jest tutaj. Wykonanie jest naprawdę fajne, ma energię i w ogóle, ale nigdy mnie specjalnie nie jarał ten kawałek. A tu wystawię ocenę. Niższą od innych oczywiście :P. 7/10
2. Flick Of The Wrist. Ahhhhhh. Fantastyczny Flick Of The Wrist. Ktoś kiedyś o nim powiedział(parafrazuję): 'Death On Two Legs albumu Sheer Heart Attack'. Jest w tym trochę prawdy. Słychać taką, jak to określić, "zabójczą mściwość' :P. Wykonanie b. dobre, ze świetnym intrem Freddiego na fortepianie. Cud, miód i orzeszki.
3. Medley (ITLOTG, KQ, MOTBQ, BBTLB). Zastanawiałem, się, czy by nie opisać każdego z elementów tego medleya osobno, ale jednak uznałem, że że tak będzie lepiej. Zaczynamy od In The Lap Of The Gods, które bez tego spowolnienia jak w wersji studyjnej wreszcie brzmi tak, jak brzmieć powinno. No i falset Rogera <3. Później premierowe Killer Queen, które jak zwykle brzmi świetnie i nie ma tego niedopracowanego zakończenia w wersji studyjnej, które jednak trochę kłuje. Następnie płynne przejście do March Of The Black Queen. Ah, czemu oni tego nie grali całego (albo przynajmniej jakiegoś większego fragmentu)!!. No i Bring Back That Leroy z nieodłącznym solo Briana na ukulele :D.
4. Stone Cold Crazy. A ja wciąż jestem pełen podziwu dla Freddiego, który nie gubi się podczas śpiewania tego utworu, zwłaszcza, że jest on zagrany szybciej od wersji studyjnej (nie to co podczas trasy Q+AL :P).
5. In The Lap Of The Gods...Revisited. Czyli zaskoczenie, bo falsecik Freddiego. Zawsze wydawało mi się, że falsetu nigdy nie używał w tym utworze w latach '70, a tu takie zaskoczenie. Generalnie wykonanie bliższe wersji studyjnej niż to na Wembley (perkusja). Uo la la la!! :lol:
6. Big Spender. Czyli coś, co mi brakowało w marcowym. Nieodłączny element bisów do '77 roku. Jak zwykle niesamowite wykonanie, Fred bardzo drapieżnie i wyzywająco. Chociaż oryginalne wykonanie by Shirley Bassey (https://www.youtube.com/watch?v=k8FlmXla0Pw) również jest fantastyczne.
7. God Save The Queen. No cóż. GOSTQ jak to GOSTQ. Dobre tło do powiedzenia paru słów pożegnania no i jednak troszkę tego brakowało w marcowym :P.

Podsumowując, wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem tego wydawnictwa, QPR odwaliło kawał dobrej roboty, no i oczywiście wyczekuję następne wydawnictwa, jak chociażby Houston '77, czy Hammy '79 :). Może szanse nie są wcale tak bardzo nikłe :).
Na tym wypadało by zakończyć ten mój trochę przydługi wywód, mam nadzieję, że komuś będzie chciało się to czytać i dobrnie do tego momentu :).
Ostatnio edytowano 2 lis 2016, o 19:18 przez AABBAAA, łącznie edytowano 1 raz
Tu miał być obrazek ale się usunął z serwera.
Obrazek
last.fm
Avatar użytkownika
AABBAAA
Leroy Brown
Leroy Brown
 
Posty: 927
Zdjęcia: 15
Dołączył(a): 18 mar 2013, o 01:27
Lokalizacja: Kraj Simoleonów
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez starman » 11 sty 2015, o 21:35

Ucieszyłem się, gdy dotarła do mnie wieść, że panowie z Queen zdecydowali się w końcu wydać koncertowy album z lat (moim zdaniem) ich największej artystycznej świetności. Niektóre utwory brzmią tu jeszcze lepiej niż na albumach studyjnych, a przy tych mocniejszych numerach to wręcz ciężko usiedzieć w miejscu - to pokazuje, że również na płaszczyźnie hard rocka Queen nie miało sobie równych. Zgrzytów tu raczej nie ma - od początku do końca bardzo dobre brzmienie i album, który myślę powinien się znaleźć na półce każdego miłośnika nie tylko Queen, ale i szeroko pojętej muzyki rockowej.
Avatar użytkownika
starman
Queenie
Queenie
 
Posty: 6
Dołączył(a): 11 sty 2015, o 03:04
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE

Re: Live at the Rainbow '74 na cenzurowanym

Postprzez KalahaR » 24 lis 2015, o 19:40

Witam ;)
1sze pytanie - do posiadaczy koncertówek The FM Tribute Concert ('92), Live At The Rainbow ('74) i niedawno wydanego A Night At The Odeon ('75) mający wydania DVD lub SD Blu-Ray... które wydania warto kupić? Wiadomo, że to nie są koncerty sfilmowane w HD więc czy jest sens kupować je na Blu-Rayu czy lepiej mieć DVD mając płaski LED TV ??? czy jest jakaś widoczna różnica w dźwięku (5.1) lub obrazie (bardziej wyrazisty?)

2gie podobne pytanie - do posiadaczy koncertówek Rock Montreal ('81) i Hungarian Rhapsody ('86) - jak wyżej...brać DVD czy Blu-Ray?... i na jakich taśmach nagrywano te koncerty? Gdzieś czytałem, że Montreal nagrywano na 70mm taśmie filmowej a Budapeszt na 35mm ale już sam nie wiem jaka jest prawda.

Może ktoś rozwieje wątpliwości na ten temat? :doh: :)
Magic Tour...
Avatar użytkownika
KalahaR
Hawk Man
Hawk Man
 
Posty: 32
Dołączył(a): 26 paź 2012, o 21:19
Podziękował(a): 0 raz
Podziękowano mu/jej: 0 raz
Członek PFQ: NIE


Powrót do Queen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości